AGENCJA METAL MUNDUS











Nawigacja
Artykuły » Recenzje - B » BARONESS - Yellow & Green (2012 Relapse Records)
BARONESS - Yellow & Green (2012 Relapse Records)
CD1 - Yellow
01. Yellow Theme
02. Take My Bones Away
03. March to the Sea
04. Little Things
05. Twinkler
06. Cocainium
07. Back Where I Belong
08. Sea Lungs
09. Eula

CD2 - Green
01. Green Theme
02. Board Up the House
03. Mtns. (The Crown & Anchor)
04. Foolsong
05. Collapse
06. Psalms Alive
07. Stretchmarker
08. The Line Between
09. If I Forget Thee, Lowcountry



Skład:
John Dyer Baizley (wokal, gitara, bas, klawisze)
Peter Adams (okal, gitara
Allen Blickle (perkusja)



„Yellow & Green” to trzeci album, pochodzącej z Savannah w stanie Georgia, grupy BARONESS. Zespół kazał na to wydawnictwo czekać trzy lata, ale za to na nasze ręce oddano dwa krążki, 75 minut dobrego gitarowego grania.

„Yellow”. Nastrojowe intro sugeruje, że mamy przed sobą ponad godzinę błogiej, leniwie sączącej się z głośników muzyki.. albo, jak to często bywa w takich przypadkach, lada chwila czeka nas solidne pierdolnięcie. A tutaj niespodzianka! Dwa w jednym! Oto naszym uszom ukazuje się promujący płytę jako pierwszy singiel "Take My Bones Away". Mocne uderzenie – pewnie! Ciężar – oj, każdy dźwięk waży swoje! Ale to wszystko, jakby nie chciało się rozpędzić! Uff.. jak dobrze! Leniwy łomot to jest to.

Następny w kolejce jest drugi singiel, czyli "March to the Sea". Masa melodii, świetna rytmika i pełen bólu wokal opowiadający, jak to podstępne narkotyki odebrały podmiotowi lirycznemu wszystko, co ważne. A propos, kolejnym kawałkiem, nad którym warto się pochylić jest „Cocainium”. Bardzo zróżnicowany utwór, łączący partie powolne ze skocznymi wręcz. Szklane gitary w ciepłym modulowanym wydaniu, wzbogacone plumkającym syntezatorem urywają się wchodzącym niespodziewanie kontrastującym przesterem. I ten wokal..

Po drodze, mamy jeszcze niezwykle chwytliwy, jak na pogrzebowe klimaty „Back Where I Belong” oraz jeden z bardziej energicznych na płycie „Sea Lung”. Część pierwszą kończy trzeci singiel, czyli „Eula”. Utwór, który rozpoczyna się akustycznym wstępem, dochodzi do solówki na hammondach, a kończy się ciężkim sladżem. Taki rozwój sytuacji to ja popieram w całej rozciągłości.

„Green”. Podobnie, jak pierwszy krążek rozpoczyna się nastrojowo, choć tutaj intro jest przecięte mocniejszym wejściem. Dalej mamy doskonałą kontynuację togo, co poznaliśmy na „Yellow”. „Board Up The House” to kolejny utwór, w którym sam wokal jest w stanie mnie kupić. Tak przy okazji. Ostatnimi czasy zachwyciło mnie kilka kobiecych wokali, ale co do męskich głosów, jedynie John Baizley powalił mnie na kolana (wcześniej to chyba Garm, kiedy poznałem Ulvera jakoś w okolicy wydania „Blood Inside”). Do gustu przypadł mi motyw przewodni „Mtns. (The Crown & Anchor)”. Świetnie moim zdaniem wyważone brzmienie gitar i głębokie bębny. Jest też coś całkiem wolnego. „Foolsong” to posępna pieśń głupca, w którą warto się wsłuchać. Pewnie większość by to olała, więc pozwólcie, że przytoczę dwa fragmenty:

That fool who digs his own grave
„I'm still trying to find my way out!
But if it's the long way
I'll sleep in this bed I've made”

[...]

It's too late to ignore the storm up ahead
It's too dark to see my way out
Now all I can do about anything wrong
Is dig further down
Further down

Nie zastanawiacie się czasem, czy nie zaszliście w tym kopaniu za daleko?

Na Zielonej części albumu znajdziemy także dwa (nie licząc intro) utwory instrumentalne. Wspaniały, rozwijający się z wolna „Stretchmarker”, którego dwugitarową melodię nazwałbym z czystym sumieniem muzyką dla duszy. Drugim jest zamykający całość, wyraźnie studzący emocje „If I Forget Thee, Lowcountry”. Między nimi ostatnia energiczna kompozycja, „The Line Between”.

Płyta z pewnością nie jest przeznaczona dla metalowych ortodoksów. Muzyka na „Yellow & Green” jest bardzo melodyjna i stonowana. Poza tym, niemal dyskotekowa rytmika na początku „Little Things”, czy w „Cocainium” mogłaby zadziałać na co po niektórych, jak dzienne światło na wampira. Kompozycje są wyraźnie nostalgiczne, choć ciepłe i przyjemne. Mamy wiele partii akustycznych, klawiszowych, choć sludgeowy ciężar jest miejscami niepodważalny. Bardzo podoba mi się perkusja, której nie sposób pomylić. Głębokie bębny, hałaśliwe blachy. Absolutnie niezaspana, choć całokształt muzyki wyraźnie leniwy. W kilku kompozycjach widać wyraźne kontrasty, choć zwykle występują raczej stopniowe zmiany tempa. No, i oczywiście urzekający wokal, który mimo smętnego charakteru, potrafi być przebojowy.

9/10
bubak


BARONESS @ FACEBOOK

Recenzja ukazała się 15.12.2013
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
*** TESTAMENT
+ Annihilator
+ Death Angel
- A2/ Wrocław

więcej relacji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  35,864,382 unikalne wizyty  Top Top