AGENCJA METAL MUNDUS


METAL UP!

= 20.12.2017

- ELUVEITIE
- SILENT CIRCUS
- VALKENRAG

+ Kraków / Kwadrat



= 22.12.2017

IN BLAST WE TRUST

- UNBORN SUFFER
- FINAL SIX
- ETERITUS

+ Włocławek / Czarny Spichrz




































































Nawigacja
Artykuły » Recenzje - C » CLOSTERKELLER - Blue (1992 SPV Poland, CD - english version, MC - polskie teksty; 1999 Metal Mind Prod. CD - reedycja z polskimi tekstami)
CLOSTERKELLER - Blue (1992 SPV Poland, CD - english version, MC - polskie teksty; 1999 Metal Mind Prod. CD - reedycja z polskimi tekstami)
01. Czerwone wino
02. Taniec na linie
03. Tu nie ma nic
04. Spokój
05. Iluzyt
06. Jeszcze jeden dzień
07. Immanoleo (The Mummy)
08. Czy taki zły czy tylko głupi
09. Czasu coraz mniej
10. Tutaj nie ma Boga
11. Ucieczka
12. White Wolfgang
13. Black Wolfgang
14. Blue
15. Lady Macbeth
16. Epitafium
17. Grzech /remix
18. Agnieszka / bonus
19. Wild Flower /bonus



Skład:
Anja Orthodox (wokal)
Wolfgang (bas)
Robert Ochnio (gitara)
Jacek Skirucha (gitara)
Michał Rollinger (klawisze)
Piotr Pawłowski (perkusja)
gościnnie:
Igor Czerniawski (klawisze w utworze „Grzech”)
Zbyszek Bieniak (wokal + dobre rady)



W tym roku mija 25. rocznica wydania drugiej płyty CLOSTERKELLERA, „Blue”. Nadarza się zatem dobra okazja, aby niniejszy album przypomnieć. Zanim jednak to uczynię, cofnijmy się w czasie do początku lat 90. XX wieku i przyjrzyjmy temu, co działo się w zespole w okresie powstawania materiału na wspomniany krążek.

W roku 1991 grupa borykała się z poważnymi problemami personalnymi, skład Closterkellera bardzo dynamicznie się zmieniał. Dotyczyło to zwłaszcza stanowiska gitarzysty, ale najwięcej problemów było ze znalezieniem perkusisty. Po odejściu Szczoty, przez pewien czas zespół grał nawet z automatem perkusyjnym, po czym na krótko zagrzał miejsce Zbyszek Kumorowski (wcześniej dał się poznać w ZIYO). Materiał na płytę przygotowywał więc praktycznie duet Anja - Wolfgang. I jak pochwaliła się wokalistka… Wtedy znowu nie mieliśmy żadnego nowego pomysłu. Nawet nie myśleliśmy, że „udoskonalimy tę konwencję”. Po prostu zrobiliśmy następny materiał. Z tym, że robiony był w innych warunkach. Właściwie komponowaliśmy to tylko ja i Tomek Grochowalski, bo wtedy był poważny kryzys personalny w zespole. Przemek Guryn wyjechał do Stanów, gitarzysty zabrakło...

W połowie 1991 roku formacja przystąpiła do nagrywania utworów na swój drugi album. Początkowo wszystko szło podobnie, jak miało to miejsce w przypadku rejestrowania debiutu, czyli z udziałem automatu perkusyjnego, zaś partie gitary nagrywali muzycy sesyjni (m.in. Mikis Cupas). Efekt finalny tych starań absolutnie nie był satysfakcjonujący, w związku z czym, pierwsza wersja płyty nigdy nie ujrzała światła dziennego, została skasowana. Anja tak wspominała tamten czas na łamach Tylko Rocka w 1996 roku: Pierwszy raz - jak pierwsza - na ośmiośladzie, z automatem perkusyjnym. Wtedy braliśmy gitarzystów z boku: Mikis Cupas, Jasiu Kidawa... A później w studiu pojawił się szesnastoślad i Andrzej Puczyński powiedział: „Wynocha z tym materiałem, to jest lista przebojów Wehrmachtu” (bo było to bliskie „Purple”) i zaczęliśmy nagrywać z „żywymi” bębnami. I całe szczęście, gdyż w końcu pojawił się właściwy nowy-stary pałker, w osobie Piotra Pawłowskiego, który osiadł w grupie na stałe. Najważniejsze, że „Pawłoś” - po odbyciu służby wojskowej - szybko wrócił do formy sprzed dwóch lat i znów przypominał tamtego „młodego-zdolnego”. W międzyczasie na stałe do USA wyjechał Przemek Guryn. Na jego miejsce przyszedł do kapeli, stając się nowym klawiszowcem, znajomy Anji sprzed wielu lat - Michał Rollinger – od niedawna absolwent wyższej szkoły muzycznej, pierwszy, tak wykształcony człowiek w zespole. To nie koniec perypetii ze składem, gdyż najtrudniej było zatrzymać w kapeli dobrego gitarzystę, gdyż do muzyki Closterkellera potrzebny jest ktoś charakterystyczny, grający w pewnym ściśle określonym klimacie, stylu, a takich w naszym kraju szukać ze świecą… Dlatego „wioślarze” zmieniali się jak w kalejdoskopie. Przez zespół przewinęli się między innymi tacy muzycy, jak: Janek Kidawa, Robert Kasprzycki, Mikis Cupas i Robert Ochnio.

W miesiącach wrzesień – grudzień 1991 roku płyta „Blue” została nagrana, w studio Izabelin, po raz drugi. Ostatecznie za rejestrację materiału odpowiadał następujący skład personalny: Anja Orthodox - wokal, Wolfgang (Tomek Grochowalski) - gitara basowa, Robert Ochnio (wówczas lider grupy Tubylcy Betonu) i Jacek Skirucha - gitary, Michał Rollinger - klawisze i Piotr Pawłowski – perkusja. Anja tak wspomina właściwą (ostateczną) sesję… Przy drugim podejściu pojawili się nowi muzycy Robert Ochnio i Michał Rollinger - i odcisnęli swoje piętno na materiale (wypowiedź dla magazynu Teraz Rock, grudzień 2003). Efekt finalny chyba zadowolił tak fanów, jak i samych muzyków. Jak dobry materiał udało się zarejestrować, świadczy opinia wokalistki, jaka ukazała się w majowym numerze magazynu Brum z 1997 roku: To bardzo mistyczna, chyba najbardziej nostalgiczna nasza płyta. Jej poważnym atutem jest udział Roberta Ochnio. To znakomity gitarzysta, jeden z najlepszych, jakich znam. Feeling, pomysły, wyobraźnia... Szkoda, że ma chopla na punkcie innej muzyki.

Muzyka na tym albumie stanowiła dla zespołu – w odniesieniu do debiutu – ogromny krok do przodu. Świadczą o tym przede wszystkim bardziej przemyślane aranżacje poszczególnych kawałków, bardziej świadome operowanie klimatem oraz znacznie lepsze opanowanie warsztatu przez muzyków formacji. Wszystko to w efekcie przyniosło dojrzały, piękny, nader klimatyczny album. Ukazał się on w dwóch wersjach… o czym wyjaśnia Anka: Ta płyta ostatecznie wyszła na kompakcie tylko w wersji angielskiej i mnie to dodatkowo zdołowało. Nie lubię po angielsku śpiewać, a wtedy jeszcze poszła fama, że jesteśmy kapelą anglojęzyczną. Teraz nie dałabym się wpuścić w maliny, ale wtedy dalej byliśmy zieleni. Zresztą SPV naobiecywało nam tyle, ile się tylko dało. I powiedzieli, że skoro kompakt jest na rynek niemiecki, to musi być po angielsku, a tylko kaseta wyjdzie po polsku… Uściślijmy pewne kwestie. Na skutek nieporozumień z firmą fonograficzną, „Blue” ukazała się – w 1992 roku - na CD wyłącznie w wersji anglojęzycznej. Równolegle na rynek trafiła kaseta magnetofonowa z tym samym materiałem z polskimi tekstami. To całe niedociągnięcie naprawione zostało dopiero w 1999 roku, przy wydaniu reedycji całej dyskografii zespołu przez firmę Metal Mind. Wówczas i tak dość długa „Blue” została wzbogacona o dwa bonusowe nagrania, które pochodziły z minialbumu „Agnieszka”. Z polskimi tekstami omawiany krążek mocno zyskuje. I tę wersję uznaję za właściwą i jej poświęcona została niniejsza recenzja.

„Blue” to druga kolorowa płyta Closterkellera, pod względem charakteru i wymowy znacząco odmienna od debiutu, choć po części stanowiąca naturalną jego kontynuację. Już samo zestawienie tytułów wiele wyjaśnia… Drapieżna, spontaniczna, surowa i dzika wręcz „Purple” emanowała chłodem (pomimo iż generalnie „purpura” kojarzy się raczej z ogniem, choć głównie symbolizuje władzę, czy też dumę). Na „dwójce” muzycy poszli jeszcze dalej, zgodnie z samym tytułem… gdyż „błękit” to nie tylko symbol nieba, wiary, pobożności, wieczności, szczęścia, ale też – i w odniesieniu do muzyki ZWŁASZCZA – spokoju, uduchowienia, czułości, tęsknoty, zimna, wolności, otchłani, nieskończoności… I ten wszechobecny chłód, ale też spokój, nostalgia zdominowały „Blue”. Patrząc z większej perspektywy na dokonania Closterkellera dostrzega się trafność w doborze kolorów w tytułach płyt w odniesieniu do muzycznej zawartości tychże. Także już sam tytuł wiele „mówi”, podpowiada, odnośnie klimatu danego albumu.

„Blue” pokazuje ogromny rozwój grupy, która wyraźnie dojrzała artystycznie. To wyjątkowo chłodna (jeszcze bardziej niż debiut) płyta, nieco mniej drapieżna, bardziej wyważona (idealne zachowano proporcje między ostrością a subtelnością), bardziej stonowana, całościowo łagodniejsza, melancholijna i zróżnicowana, nawet eklektyczna. Dominuje na niej nostalgia i zamyślenie, a także – od strony lirycznej – smutek, żal, tęsknota, miłość. I nie wzięły się one przypadkowo, co wyjaśnia wokalistka: W tamtych czasach miałam bardzo przykre przejścia osobiste i to się odbija w tekstach… Surowość tak charakterystyczna dla „Purple” ustąpiła tym razem miejsca większej przestrzeni i głębi, poza tym pojawiło się w wielu kompozycjach sporo artystycznych ozdobników, smaczków. Mamy tutaj już wyraźne podążanie w kierunku zimnofalowo - gotyckich klimatów, znakomicie kontrastujących z może trochę nieśmiałymi, ale całkiem już ostrymi zagrywkami gitarowymi. Z poszczególnych utworów emanuje morze emocji i uczuć, a nad całością dominuje wspaniały, mocny, „w pełni świadomy swego” głos Anji Orthodox. To na tym krążku eksplodowała w pełni jej „artystyczna dusza”. Anja ujawniła się jako znakomita poetka, dojrzała wokalistka, wciąż rozwijająca się i poszukująca różnorakich sposobów wyrażania emocji, ale też wspaniale, niebanalnie i oryginalnie interpretująca teksty, czego najlepszym przykładem kompozycja „Czy taki zły, czy tylko głupi” z niezwykle zaangażowanymi, ekspresyjnymi, czy nawet szalonymi wokalizami. Jeszcze większe wrażenie pozostawiła na mnie kapitalna linia wokalna z wysokimi partiami w „Tu nie ma nic”. Ileż w niej emocji! Znakomicie wyakcentowano na tym krążku partie basu „Wolfganga”, którego czterostrunowa gitara nie dość, że wyrazista to nierzadko została mocno wysunięta (wywalona wręcz) do przodu. Znakomicie wypadają także „popisy” gitarowe obu panów: Roberta Ochnio oraz Jacka Skiruchy. Mocna, intrygująca gitara dodaje na pewno większej ekspresji niektórym nagraniom. Nie sposób pominąć wspaniałych zagrywek, czy całych przepięknych pasaży klawiszowych Michała Rollingera, stanowiących nie tylko jakże eleganckie tło (czy podkład), ale niejednokrotnie nadających utworom tego zimnego klimatu (jak w „Lady Macbeth”), czy wręcz prowadzących dany numer (mroczny „Epitafium”, czy balladowy „Jeszcze jeden dzień”).

Na „Blue” przeważają stonowane, niespieszne, bardzo przestrzenne, po prostu piękne, emocjonalne utwory. Album rozpoczyna się od dwóch „zimnych”, ale wzbogaconych o bardziej „ogólnorockowe” brzmienia kompozycji, w których prym wiedzie – poza stylowym, ciekawie urozmaiconym ozdobnikami wokalem – świetna gitara, w „Czerwonym winie” bardziej wysunięta do przodu, zaś w kontynuującym linię melodyczną otwieracza „Tańcu na linie” raczej schowana, w tle. I te nieoczywiste, piękne, wysokie wokalizy Anji, robiące „różnicę”… stanowiące nie tylko o wyjątkowości artystki, ale też o atrakcyjności całej muzyki grupy. W iście uduchowionym, troszeczkę tajemniczym, przepięknym „Tu nie ma nic” Anja po prostu czaruje swym śpiewem, w którym uroczo wyznaje:

Tu uciekłam przed swoim pragnieniem
Obojętność chroniła mnie
Samotność - przemówiła
I łzy przemieniła w rzekę
w której tonę
Bo wiem już, już nie ma nic...


Kapitalny klimat utworu został zbudowany przez zgrabny bas oraz elegancką gitarę, ciosającą znakomite pasaże. Balladowy nastrój utrzymuje następna zgrabna, ładna kompozycja o wiele mówiącym tytule: „Spokój”. Ten nostalgiczny w wymowie utwór aż płynie, prowadzony przez delikatny, wyeksponowany wokal. Nie sposób nie zwrócić uwagi na wspaniale malowane podkłady/tła… Sielankowy, melancholijny nastrój zostaje zaskakująco przerwany, gdyż nagranie wzmaga się, wręcz wybrzmiewa potężniej, na sile przybierają także partie Anji, pojawia się mocniejszy, bardziej drapieżny śpiew… ale też i nieco szeptów. Jeszcze więcej pozytywnych emocji przynosi po części bardzo delikatny, spokojny „Jeszcze jeden dzień”. To jedno z moich ulubionych nagrań na „Blue”. Anka początkowo śpiewa jakby od niechcenia, leniwie, ale później z każdym wersem jej głos staje się bardziej wyrazisty, zaangażowany.

Każesz mi żyć
Już tylko dla Ciebie
Czasami karmisz mnie
Okruchem chwili
Tylko cudem wyrwanej całemu światu
Potem następny dzień
Na przemian płacz i sen
A gdy przestaję czuć...

Powracasz znów…

Stylowa gitara, rewelacyjny bas plus klawisze wspaniale współgrają, tworząc przepiękny klimat nagrania, taki niemal bajkowy, podniosły. W żwawszym refrenie głos Anji jeszcze się wzmaga, nabiera mocy, staje się wręcz przejmujący… nie bez powodu, zważywszy o czym wokalistka śpiewa:

By odejść jesteś zbyt słaby
Twój widok leczy i rani
Ja to zapomnę i tak, jak sen zły
A nadzieja da mi klucz
Do nowych drzwi
Jeszcze jeden raz

I jeszcze jeden dzień


By pozostać przy balladowym wymiarze albumu wypada mi wspomnieć jeszcze o tak udanym nagraniu, jak stonowany „Czy taki zły czy tylko głupi”, w którym znów prym wiedzie Ms Orthodox ze swym – tym razem bardzo urozmaiconym, momentami szalenie ekspresyjnym wokalem (ach te nakładki!). Bardziej oszczędna warstwa instrumentalna, z pięknym, acz nietypowym, klimatycznym, subtelnym nawet solem stanowi idealnie wyważone dopełnienie kompozycji. W prostocie siła i urok…

Nie zabrakło mocniejszych, bardziej dynamicznych utworów, które paradoksalnie – gdyż jestem zdecydowanym zwolennikiem cięższych brzmień – mniej przypadły mi do gustu. Przynajmniej niektóre. I wcale nie dlatego, że są mniej udane, bo tak nie jest... Najbardziej rockowo wybrzmiewają, osadzone na ostrych, rasowych gitarowych partiach „Iluzyt”, „Czasu coraz mniej”, „Tutaj nie ma Boga”. W pierwszym i trzecim z wymienionych Anja śpiewa naprawdę mocno, zadziornie, drapieżnie wręcz (krzyczy). Nie za bardzo pasują mi takie przekombinowane wokalizy w zimnym, ekspresyjnym „Iluzyt”, w którym Anja śpiewa o odjeździe narkotycznym. Lepiej podchodzi mi nie mniej mocny, lekko zwariowany, nieoczywisty, celowo nieuporządkowany, dziki i dość trudny „Tutaj nie ma Boga”. Następujący zaraz po nim szybki, bardzo ostry, szaleńczy „Ucieczka”, to taki miks punka i zimnej fali, który jednak też mnie nie przekonuje, pomimo ostrych gitar i soczystej na koniec solówki. Znacznie korzystniej wypada oparty na bardzo fajnym basie i zadziornej, takiej brzęczącej gitarze hard rockowy niemalże instrumental „White Wolfgang”. Jeszcze fajniej wybrzmiewa klimatyczny, z ciekawym, niespokojnym klawiszowym motywem, zimnofalowy „Black Wolfgang”. W tym niespokojnym kawałku pojawiają się w tle jakieś dziwne, ale bardzo intrygujące wokalizy. Niesamowity odjazd! Miks rocka środka z zimną falą przynosi także odlotowy „Czasu coraz mniej”, już wspomniany wyżej. Uwagę w nim przykuwają nieprawdopodobne, wysokie wokale. Anja śpiewa momentami tak, jakby... łapała oddech podczas śpiewu (albo niby czkawka ją jakaś pozorna dopadła?), co przynosi niesamowity efekt... Gitara w tle robi dobrą robotę, ale i klawisze mają swój udział w budowaniu tego odlotowego, bardzo fajnego numeru. Do tego dochodzi jakże stylowe solo...

Na płycie znalazły się dwa utwory, zaśpiewane w języku angielskim i trzeba od razu dopowiedzieć, że oba prezentują się znakomicie. Orientalny, zimny klimat „Immanoleo (The Mummy)” powala... Wywalony do przodu bas, świetny motyw klawiszowy i ekspresyjny wokal sprawiają, że ten niespokojny, zakręcony numer wkręca się momentalnie w umysł. Zupełnie innych emocji dostarcza śliczny, delikatny z początku, zwiewny numer tytułowy. Klawiszowe tło, pianino i efektowny bas wprowadzają tajemniczą atmosferę, a utwór stopniowo ożywia się, rozwija, nabiera wyrazistości... wraz ze słowami:

Leave me alone

Kapitalna gitara przejmuje prym i wprowadza bardziej gotycki wymiar... Anja śpiewa z dużym uczuciem... Kompozycja „Blue” opowiada o niezdecydowanej kobiecie, która w gruncie rzeczy chce być sama. Następujący po tytułowym – po części coldwave'owy „Lady Macbeth” zaczyna się bardzo... zimnymi dźwiękami, głównie niespokojnymi klawiszami. Ten nader przestrzenny numer zawiera mocne, bardzo stylowe, niskie (o ile o takich w przypadku śpiewu Anji można w ogóle mówić) wokale. Dwugłosy, szepty... ładnie ubogacają kompozycję... Przedostatni krótki, mroczny (oparty tylko na klawiszach) „Epitafium” jest ważny z uwagi na deklamowany przez wokalistkę tekst...

Moja miłość utopiona w bagnie
Woła o zemstę kiedy śpię
I jeszcze tylko to jest ważne
Gdy nie ma już połowy mnie

Ty teraz walczysz za ideę
W imię jakiegoś Boga w niebie
Znasz obowiązek, masz sumienie
Lecz nie ma już połowy Ciebie

Wśród ruin karcianego zamku
Muzyka na kolanach szlocha
Miłość nam utopili w bagnie
Już nikt nie kocha...

Na koniec niniejszego rozważania pozostawiłem sobie najlepszy (no, obok „Jeszcze jeden dzień”) kawałek na albumie... złożony, utrzymany w gotyckim klimacie „Grzech”. Powala całościowo... każdy jego element składowy wspaniale się odznacza... począwszy od fantastycznych, przejmujących partii wokalnych liderki po wspaniałą, choć pozostawioną w tle gitarę i te niespokojne, śliczne, acz proste klawisze... Anja śpiewa przekonująco:

Niepotrzebna już, jestem sama znów
Nie pamięta nikt jaka byłam
Nie pamięta nikt tamtych jasnych dni
Gdy się śmiałam i gdy tańczyłam

Nierealny, dziki czar
Zatruł moją krew
Zesłał na mnie grzech
Odtąd zawsze będzie tak
Nie zapomnę już, nie odnajdę się

Niczym, niczym jestem już
Pora odejść, niepotrzebna tu


Sympatyczne – delikatne „uuuu” wyśpiewane przez Anię, przy krótkich, mocnych gitarowych smaczkach, a później efektowne, mocarne nakładki wokalne (takie niemal histeryczne) dodają niezwykłego kolorytu nagraniu... nagraniu charakteryzującemu się dużą zmiennością nastrojów... I ta niespokojna, prowadząca gitara powoduje, że kompozycja momentami (pod koniec) staje się znacznie cięższa.

Reedycja wydana przez Metal Mind zawiera dodatkowo dwa bonusy: pierwszą wersję ukochanej przez fanów gotyckiej „Agnieszki” oraz energiczny, często i chętnie (we wczesnym okresie działalności kapeli) wykonywany na żywo cover grupy The Cult - „Wild Flower”, tu rzecz jasna w studyjnej wersji.

„Blue” to dojrzała, intrygująca, a sporymi fragmentami także frapująca płyta, którą spokojnie można umiejscowić gdzieś po stronie niekomercyjnego rocka. Materiał otrzymał bardzo profesjonalny szlif brzmieniowy, został naprawdę dobrze wyprodukowany, w czym niemała zasługa szefa Izabelin Studio, Andrzeja Puczyńskiego. To ostatnia tak mocno osadzona w zimnofalowej stylistyce pozycja w dorobku Closterkellera. Bardzo chętnie do niej powracam, gdyż zawiera nie tylko zgrabne utwory, ale całościowo owija wspaniałym, odrealnionym, chłodnym klimatem... Unikat w skali kraju... po prostu!

Dwa miesiące po nagraniu płyty „Blue” ze składu formacji ubył Robert Ochnio, a zaraz po nim grupę opuścił Jacek Skirucha. Na ich miejsce został przyjęty pewien niesamowity gitarzysta, który powrócił właśnie zza granicy, a wcześniej był wieloletnim przyjacielem zespołu. O kim mowa? O Pawle Pieczyńskim. Już pierwsza z nim próba wykazała wszystkim pozostałym, że „to właśnie TEN!”. Podobno Paweł usiadł i zagrał jakby od zawsze należał do kapeli... Ponadto przyniósł ze sobą szkielet nowej kompozycji, późniejszej... „Agnieszki”. Ale to już zupełnie inna opowieść...


Tomasz Woźniak
fot. Andrzej Świetlik


CLOSTERKELLER @ FACEBOOK

CLOSTERKELLER na stronie METAL MUNDUS:

Recenzje:
- "Blue" - recenzja - link
- "Viridian" - recenzja - link
- "ReScarlet" - recenzja - link
- "Act III - Live 2003" - recenzja - link

**********
Relacje z koncertów:
- 01.10.2017 - Czarny Spichrz/ Włocławek - relacja z koncertu - link
- 07.05.2017 – Lizard King/ Toruń - relacja z koncertu - link
- 13.04.2017 – Estrada/ Bydgoszcz - relacja z koncertu - link

**********
Wywiady:
- Michał "Jaro" Jarominek - wywiad - link
- Olek Gruszka - wywiad w magazynie Metal Up! nr 1 - link

**********
Artykuły:
- "Czerniejąca magma" - artykuł - link

**********
Zdjęcia CLOSTERKELLER w galerii METAL MUNDUS:
- koncert: 07.05.2017 – Lizard King/ Toruń - link
- koncert: 13.04.2017 – Estrada/ Bydgoszcz - link
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU


























** NORTHERN PLAGUE **
- Scorn The Idle


** GJELDRUNE **
- Prawdu za porog


** PATHOLOGY **
- Pathology


** DARK FOREST
- Land Of The Evening Star

** FOUCALT
- Lost People

** GRIFFAR
- Monastery

** RIVER OF TIME
- Revival

** BRUTAL VISION
- Volume 3

** LUCIDREAMS
- Ballox

** ZARAZA
- Spasms of Rebirth

** DEATH ANGEL
- Killing Season

** CLOSTERKELLER
- Blue

** MORPHOSYS
- The Saw Is Family

** PARADISE LOST
- Medusa

** BESATT **
- Tempus Apocalypsis

** CLOSTERKELLER
- Viridian

** ORDEN OGAN
- Gunmen


więcej recenzji
***** MARTYRDOOM *****


********* GRIN *********


** WATCH OUT STAMPEDE **


*** CLOSTERKELLER
*** AMORPHIS
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
*** HELLOWEEN Pumpkin United
- Tipsport Arena/ Praga, Czechy


*** MAYHEM
+ Asphyx
+ In Twilight's Embrace
+ Deus Mortem
+ Centurion
+ Thunderwar
- Progresja/ Warszawa


*** GRAND MAGUS
+ Evil Invaders
+ Elm Street
- Kwadrat/ Kraków


*** SATYRICON
+ Suicidal Angels
+ Fight The Fight
- Progresja/ Warszawa


*** ARCH ENEMY
+ Jinjer
- Progresja/ Warszawa


*** AIR RAID
+ Savager
+ Stormer
- U Bazyla/ Poznań

*** CLOSTERKELLER
+ Pampeluna
- Czarny Spichrz/ Włocławek

*** SUMMER DYING LOUD
+ Sodom
+ Unleashed
+ Wolfheart
+ i inni
- Aleksandrów Łódzki

*** ROCK & ROSE FESTIVAL
+ Kat & Roman Kostrzewski
+ Alastor
+ Dragon
+ Gomor
- Kutno


*** HEADBANGERS OPEN AIR
- Brande/ Niemcy


*** HAMMERFALL
+ Gloryhammer
+ Lancer
- Progresja/ Warszawa


więcej relacji
*** Hellbent For Cooking. The Heavy Metal Cookbook


*** Biografia Led Zeppelin. Kidy giganci chodzili po Ziemi


*** Ozzy bez cenzury



więcej recenzji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  25,933,591 unikalne wizyty  Top Top