AGENCJA METAL MUNDUS


METAL UP!

= 21.10.2017

GOTHIC NIGHT 2017

- ARSHENIC
- ABSTRAKT
- FLIGHT NIGHT
- BATALION D'AMOUR

+ Poznań / Alternativa



= 21.10.2017

- MAYHEM
- ASPHYX
- DRAGGED INTO SUNLIGHT
- CENTURION
- THUNDERWAR
- DEUS MORTEM

+ Warszawa / Progresja



= 21.10.2017

- HUNTER

+ Zabrze



= 22.10.2017

- HUNTER

+ Bielsko-Biała / RudeBoy



= 23.10.2017

- DYING FETUS
- PSYCROPTIC
- BEYOND CREATION
- DISENTOMB

+ Poznań / U Bazyla



= 26.10.2017

- TRIGGERFINGER

+ Poznań / Blue Note



= 26.10.2017

- HUNTER

+ Świdnica



= 27.10.2017

- ELUVEITIE
- AMARANTHE
- THE CHARM THE FURY

+ Warszawa / Progresja



= 27.10.2017

- HELLISH CROSSFIRE
- RAGING DEATH
- GALLOWER

+ Chorzów / Red & Black



= 27.10.2017

- TRIGGERFINGER

+ Wrocław / Pralnia



= 27.10.2017

- HUNTER

+ Wrocław



= 28.10.2017

- AIRBOURNE

+ Wrocław / A2



= 28.10.2017

- TRIGGERFINGER

+ Warszawa / Proxima



= 29.10.2017

- HUNTER

+ Łódź




































































Nawigacja
Artykuły » Recenzje - I » IN THIS MOMENT - Ritual (2017 Roadrunner Records)
IN THIS MOMENT - Ritual (2017 Roadrunner Records)
01. Salvation
02. Oh Lord
03. Black Wedding
04. In The Air Tonight
05. Joan of Arc
06. River of Fire
07. Witching Hour
08. Twin Flames
09. Half God Half Devil
10. No Me Importa
11. Roots
12. Lay Your Gun Down



Skład:
Maria Brink (wokal)
Chris Howorth (gitara)
Travis Johnson (bas)
Randy Weitzel (gitara)



Zapewne nie zwróciłbym uwagi na kolejne dokonanie zespołu, gdyby nie mroczny i duszny kower „In the air tonight” na który natknąłem się w serwisie Youtube. A ponieważ z zamiłowaniem kolekcjonuję cudze przeróbki klasyków, obadałem i te wykonanie. I pozwólcie, że zanim przystąpię do właściwego omawiania kolejnego, o ile mnie pamięć nie myli, szóstego już krążka In This Moment, opowiem Wam najpierw o tym kawałku.

Tak, przyznam się szczerze, że nie trawiłem tego zespołu. Pomimo, że bardzo lubiłem „The Gun Show” i potem jeszcze jeden delikatny numer z tego samego krążka, to reszta dokonań zespołu nie przekonywała mnie. Więc z radością ignorowałem kolejne propozycje zespołu, uprzejmie potakując swoim kolegom, którzy nazywali mnie dyletantem. No cóż, Ich prawo. Jednak gdy przyszło do odsłuchiwania kowera papy Phila, już przy pierwszych dźwiękach wiedziałem, że coś jest nie tak. I nie z zespołem, bo ten wykonał robotę po mistrzowsku, ale ze mną. Chyba popełniłem błąd i nie doceniłem Marii i kolegów.

Udało się zachować tak charakterystyczną wibrację oryginału. Mało tego, udało się dołożyć mroku i ciężaru. I pomimo, że nie jest to łatwy utwór ani do zagrania ani do zaśpiewania to jednak Maria, wokalistka In This Moment, zrobiła to w sposób mistrzowski. Doskonale wczuła się zarówno w tekst utworu, potrafiła też zaśpiewać to w sposób, który nie przynosi jej wstydu. Zespół doskonale zachował warstwę instrumentalną, zarówno w elektronicznych loopach w tle, jak i w warstwie gitarowej. A perkusista doskonale odtworzył partie Phila Collinsa na bębnach. Może nie zrobił tego tak jak na oryginale ale czy to ma znaczenie? Moim zdaniem niekoniecznie. Z pewnością, gdyby Phil Collins posłuchał tego utworu, pokiwałby tylko głową i uśmiechnął się. Zwróćcie uwagę na mroczne, klaustrofobiczne, ciemne tło, na loopy w tle, charakterystyczny pogłos wokalu, doskonale zagrane partie gitary i wreszcie wejście bębnów. Maria śpiewa nisko, niejako z hamowanym gniewem, często przez zaciśnięte zęby i dopiero w finale śpiewa całą sobą, prezentując ogromną skalę swoich możliwości wokalnych.

Płytę otwiera intro „Salvation”. Przyznam, że byłem ciekawy, co przyniesie reszta zawartości. Ale już wiadomo, że będzie ciężko i mrocznie. Do tego wyjące syreny w tle… No, no, no…. A potem pierwsze zaskoczenie w postaci ciężkiego jak stado słonic i bluesowego (tak, tak!) „Oh, Lord”. I ten tekst: Oh, Lord won’t you save me?”. Przyznam, że z przyjemnością słucha się tego utworu. Toczy się jak nieubłagany głaz, nabiera prędkości by zmiażdżyć świetnym refrenem. Szanowni Państwo moi mili: muszę uderzyć się w piersi i posypać głowę popiołem. Zwracam honor i jednak jestem dyletantem. Spróbujcie wrzucić to do samochodu i zrobić głośniej. Noga sama naciska na gaz. Wierzcie mi, przetestowałem. Kapitalna robota i wielkie brawa dla zespołu.

„Black Wedding” z gościnnym udziałem Roba Halforda, wokalisty Judas Priest to z kolei coś zupełnie innego. Maria brzmi tu nie przymierzając jak Christina Aguilera (nie bijcie). W duecie z Bogiem Metalu wypadło co najmniej….świetnie. Doskonały, pędzący, czaderski kawałek. I nadal możecie grzać drogą na tyle ile pozwalają w danej chwili przepisy i ograniczenia. No chyba, że znacie drogę, gdzie nie ma policji…

Zwalniamy przy wspomnianym już wyżej „In the air tonight”. Niektórym, tak jak mi, bardzo podoba się ten utwór, inni twierdzą, że jest taki sobie. No cóż, kwestia gustu, a o nich się nie dyskutuje. Niemniej, ja uwielbiam to wykonanie i basta.

„Joan of Arc” mimo, że rozpoczyna się nie tak jak lubię, to jednak jako całość robi na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Jednak zmienił się ten zespół i to bardzo. Kolejną swoją płytą udowadnia, że ma sporo do powiedzenia i robi to w sposób całkowicie przekonywujący. Posłuchajcie sami tego refrenu. Pędzicie nadal drogą? No właśnie, bo tak to właśnie działa.

„River of Fire” to znów powrót do bluesa. Może to głupie ale zastanawiam się co stałoby się z tym utworem, gdyby partie basu zagrał mistrz Geezer Butler, a na gitarze Tomek Iommi. Zapewne wtedy siła tego kawałka równałaby się mocy całkiem niezłej bomby atomowej. Mamy tu bowiem połączenia bluesa z ciężkim, mrocznym, wolnym, toczącym się jak walec, heavy metalowym łojeniem. Niezwykle smakowita rzecz. Jeden z moich faworytów na tym LP.

„Witching Hour” to taki utwór, który nie przymierzając pasowałby do jakiegoś horroru, filmu o wampirach, wilkołakach i tak dalej. Z dużą przyjemnością wsłuchiwałem się w słyszalne w tle smaczki i wokal Marii. Kawał świetnej roboty, a to już połowa płyty.

Druga połowa najnowszego albumu In This Moment zaczyna się doskonałym „Twin Flames”. Jest on tym, czym każda rasowa płyta pochwalić się musi. Momentem oddechu, wytchnienia. Czymś, przy czym człowiek odpoczywa, zatapia się w dźwiękach i daje się nimi bujać. Zespół wyraźnie zwalnia, ale nie dlatego, że się zmęczył, o nie. Posłuchajcie tego sami. Nadal jest niemożebnie ciężko i walcowato. Ale słucha się tego z ogromną przyjemnością. I co najważniejsze: nadal można pędzić przed siebie.

„Half God, half Devil” to powrót do mrocznego grania. I nie bijcie mnie ale słyszę tu sporo z solowej działalności Ozzy’ego. On bardzo lubił umieszczać takie rzeczy w swoich utworach, zwłaszcza na kilku ostatnich wydawnictwach. Ciekawe jakby wypadł tu wokalnie w duecie z Marią…. Bardzo dobra rzecz.

Nie wiem co mam myśleć o następnym w kolejce „No Me Importa”. O ile podobało mi się nowoczesne podejście w poprzednich utworach, tak tu mnie nie bardzo przekonuje. Nie jest to zły utwór. Ale nie wiem do końca jak go potraktować, zwłaszcza, że w tle pojawiają się partie smyczkowe. Wielogłosy w tle robią pozytywne wrażenie. Całość taka bardziej rockowa i jeszcze ten fortepian na końcu. Nie odstaje mocno od reszty ale na pewno jest od niej słabszy.

„Roots” to powrót do łojenia znanego z pierwszej połowy płyty. Znowu można docisnąć gaz do dechy i gnać przed siebie. Bardzo podoba mi się oszczędna ale mocarna gitara i pogłos w wokalu Marii. Delikate klawisze w tle i loopy robią resztę. Do tego odpowiednio dudniąca perkusja.

No i to już koniec. Na Wielki Finał zespół zostawia „Lay your guns down”. Łagodny, bujający utwór z nieco mocniejszą gitarą w tle. Oszczędne pianino, przesterowane wokale Marii, za której plecami grają smyczki… Ot, ładna miniatura na zakończenie.

No cóż. Myliłem się w ocenie tego zespołu. Przyznaję się bez bicia. Niemniej jako neofita polecam „Ritual” Waszej uwadze. Kawał świetnego łojenia i bardzo dobrej muzyki. Całości dopełniają czytane pomiędzy utworami, tu i ówdzie, mroczne deklamacje. Moim zdaniem jest to bardzo mocna propozycja, która powinna znaleźć się w pierwszej dziesiątce płyt roku 2017. Serdecznie polecam.

9/10
Richard


IN THIS MOMENT @ FACEBOOK
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU























** CLOSTERKELLER **
- Blue


** MORPHOSYS **
- The Saw Is Family


** PARADISE LOST **
- Medusa


** BESATT **
- Tempus Apocalypsis

** CLOSTERKELLER
- Viridian

** ORDEN OGAN
- Gunmen

** MANILLA ROAD
- Voyager

** ICED EARTH
- Incorruptible

** ACCEPT
- The Rise Of Chaos

** DEATHTALE
- Apocalyptic Deadline

** SILESIAN BUTCHERS COMPILATION
- vol. V

** CRÉATURES
- Le Noir Village

** SKÓRA ŚWIATA
- Skóra świata

** MORTUUS CAELUM
- Ad Libertatem Per Mortem

** ANTHRAX
- Among The Living

** KRV
- Ograma

** ALESTORM
- No Grave But the Sea


więcej recenzji
********* GRIN *********


** WATCH OUT STAMPEDE **


***** CLOSTERKELLER *****


*** AMORPHIS
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
*** AIR RAID
+ Savager
+ Stormer
- U Bazyla/ Poznań


*** CLOSTERKELLER
+ Pampeluna
- Czarny Spichrz/ Włocławek


*** SUMMER DYING LOUD
+ Sodom
+ Unleashed
+ Wolfheart
+ i inni
- Aleksandrów Łódzki


*** ROCK & ROSE FESTIVAL
+ Kat & Roman Kostrzewski
+ Alastor
+ Dragon
+ Gomor
- Kutno


*** HEADBANGERS OPEN AIR
- Brande/ Niemcy


*** HAMMERFALL
+ Gloryhammer
+ Lancer
- Progresja/ Warszawa


*** QTNOIZZ FEST
+ Iron Maiden Tribute Band
+ Hunter
+ Nocny Kochanek
+Acid Drinkers
+Siq
- Kutnowianka/ Kutno


*** NIGHT DEMON
- U Bazyla/ Poznań


*** CLOSTERKELLER
+ Dark Juliette
- Lizard King/ Toruń


*** KREATOR
+ Sepultura
+ Soilwork
+ Aborted
- Progresja/ Warszawa


więcej relacji
*** Biografia Led Zeppelin. Kidy giganci chodzili po Ziemi


*** Ozzy bez cenzury


*** Głos z ciemności



więcej recenzji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  25,248,486 unikalne wizyty  Top Top