AGENCJA METAL MUNDUS


METAL UP!

= 23.10.2017

- DYING FETUS
- PSYCROPTIC
- BEYOND CREATION
- DISENTOMB

+ Poznań / U Bazyla



= 26.10.2017

- TRIGGERFINGER

+ Poznań / Blue Note



= 26.10.2017

- HUNTER

+ Świdnica



= 27.10.2017

- ELUVEITIE
- AMARANTHE
- THE CHARM THE FURY

+ Warszawa / Progresja



= 27.10.2017

- HELLISH CROSSFIRE
- RAGING DEATH
- GALLOWER

+ Chorzów / Red & Black



= 27.10.2017

- TRIGGERFINGER

+ Wrocław / Pralnia



= 27.10.2017

- HUNTER

+ Wrocław



= 28.10.2017

- AIRBOURNE

+ Wrocław / A2



= 28.10.2017

- TRIGGERFINGER

+ Warszawa / Proxima



= 29.10.2017

- HUNTER

+ Łódź
































































Nawigacja
Artykuły » Recenzje - C » CLOSTERKELLER - Act III - Live 2003 (DVD) (2003 Metal Mind)
CLOSTERKELLER - Act III - Live 2003 (DVD) (2003 Metal Mind)
Koncert DVD

01. Miraż
02. Na krawędzi
03. Cisza w jej domu
04. To on znowu następny
05. Podziemny krąg
06. Kiedy latam
07. Fortepian
08. Grzech
09. Ziemia obiecana
10. Klepsydra
11. Jak o kamień deszcz
12. Dla jej siostry
13. Graphite
14. Władza


BONUS audio tracks:
01. Purple
02. Maska
03. Vintage Wine
04. Lady Macbeth
05. Violette
06. Here Comes Another One
07. A Ona, Ona
08. Śniło
09. Smutek spełnionej baśni
10. Cisza w jej domu
11. Zaklęta w marmur
12. The Secret Place

BONUS videoclips:
01. W moim kraju
02. Babeluu
03. Owoce wschodu
04. Scarlett
05. Władza
06. Cisza w moim domu
07. Czas komety
08. Na krawędzi

Dodatki:
- wywiad z Anją Orthodox
- galeria zdjęć
- biografia (PL/ENG)
- dyskografia
- teksty (PL/ENG)
Dolby Digital 5.1 Surround Sound



Skład:
Anja Orthodox - vocal, syntezator
Michał "Rollo" Rollinger - klawisze
Marcin "Freddie" Mentel - gitara
Marcin "Pucek" Płuciennik - gitara basowa
Gerard "Gero" Klawe – perkusja

plus gościnnie:
Chriser (z grupy Serpentia) – gitara
Zlon Child (z zespołu Neuron)
Ania „The Witch”
Orion (z grupy Vasania)
Monika i Maja Kunstman
Paulina i Maciek



Koncertowe video CLOSTERKELLERA? To jak najbardziej rzecz pożądana, potrzebna. Należałoby w tym miejscu zapytać: dlaczego dopiero w 2003 roku, dlaczego tak późno? I nie chodzi mi tu o sam format (DVD), a o rejestrację występu grupy na video. Formacja Anji Orthodox swój największy szczyt popularności osiągnęła w latach 1993-96. Wówczas też tworzyli ją muzycy, którzy odcisnęli ogromne piętno na stylu, dorobku i wizerunku grupy. Mam tu na uwadze głównie gitarzystę Pawła Pieczyńskiego oraz basistę Krzysztofa Najmana, których wkład twórczy był nie do przecenienia. I trzeba uczciwie przyznać... Closterkeller był wówczas na topie, co więcej dawał porywające koncerty, które aż prosiło się, aby zostały utrwalone. I zostały... tyle, że jedynie na taśmach telewizyjnych. Na pierwsze w dorobku formacji DVD przyszło gorliwym fanom poczekać do 26 sierpnia 2003 roku. Tego dnia bowiem nakładem Metal Mind Productions ukazało się bardzo ciekawe wydawnictwo grupy Closterkeller, zatytułowane Act III. Na płycie DVD znalazł się występ zespołu, zarejestrowany 11 kwietnia 2003 roku w Studio Krzemionki w Krakowie. Ponadto, jako materiały dodatkowe zostały umieszczone wszystkie (na tamten czas) teledyski formacji oraz wybrane – w ilości 12 – nagrania audio, w tym kilka zaśpiewanych po angielsku. Gratką dla fanów z całą pewnością okazał się bardzo ładnie zrealizowany wywiad z liderką grupy, Anją Orthodox. Nie zabrakło także pełnej dyskografii kapeli, wszystkich tekstów, bogatej foto galerii, wszystkich okładek płytowych, jak też bardzo ciekawie opracowanej biografii. Materiały opisowe udostępniono w dwóch wersjach językowych: polskiej i angielskiej. Zadbano o ładną, plastyczną grafikę i czytelne menu. Całość zdobiła przepiękna, klimatyczna okładka. Tyle tytułem wstępu.

Spróbuję zatrzymać się i przyjrzeć baczniej głównemu daniu wydawnictwa, czyli koncertowi, który odbył się w telewizyjnym studiu nagraniowym w krakowskich Krzemionkach. Z technicznego punktu widzenia trudno o lepszą lokalizację, ale ucierpiała na tym niestety nieco sama atmosfera... a raczej należałoby napisać, że takowej po prostu zabrakło. Tak, gdyż nie udało się zgromadzonej publice oddać tej całej aury, jaka towarzyszy mniejszym, typowo klubowym koncertom Closterkellera. Zaskakiwała zwłaszcza postawa fanów, jakaś taka mało zdecydowana, mało żywiołowa, inna od tej, jaką zapamiętałem z lat 90-tych XX wieku. Z drugiej strony, trudno jednak wymagać od publiki jakiejś żwawej reakcji na zupełnie nowe, po raz pierwszy słyszane utwory, a tych zespół zaprezentował aż cztery! Ale ogólnie dobre wrażenie ratuje znakomity dźwięk, wspaniały obraz... i bardzo fajne ujęcia z kilku(nastu?) kamer.

Koncert rozpoczyna premierowy numer - „Miraż”, długi, rozbudowany, niesamowicie mroczny, klimatyczny... Szokuje nieco osowiała, niemrawa publika... Mnie się jednak wydaje, że większość fanów była tego dnia mocno zaskoczona takim niesamowitym, niespodziewanym otwarciem... i stała wręcz zahipnotyzowana... tak przekazem dźwiękowym, jak i wizualnym. A od pierwszych sekund koncertu było na co popatrzeć. Piękna sceneria i cudownie wyglądająca Anja (ubrana w prześliczną czarno-różową suknię z czarnymi falbankami, stylowo wyciętą i odsłaniającą po bokach nogi, a na rękach specjalne rękawiczki, długie aż po łokcie), naprawdę robiły duże wrażenie.

Niektórych z pewnością zaskoczył nieco sam dobór kompozycji na ten specjalny koncert. Zdominowały go bowiem utwory z dwóch płyt: „Cyan” i „Graphite” oraz spora ilość premierowego materiału, który po paru miesiącach trafił na nowy (wówczas) album „Nero”. Zaś najbardziej znane albumy grupy, „Violet” i „Scarlet” reprezentowały tylko pojedyncze, wybrane kompozycje, o których jeszcze przyjdzie pora wspomnieć.

Dla niżej podpisanego największym jednak zaskoczeniem okazały się nieco zmienione wersje, a raczej wykonania większości znanych szlagierów. Jednak bardzo łatwo przyszło zlokalizować przyczynę takiego stanu rzeczy... A tkwiła ona bowiem w większym nacisku na partie klawiszowe (dość mocno wyeksponowane tego dnia, nie tylko z racji wykorzystania dodatkowego zestawu syntezatorowego, obsługiwanego przez Anję) oraz z uwagi na bardzo charakterystyczne brzmienie perkusji, jakie zaproponował Gerard Klawe. Poza tym, nieco mniej eksponowane gitary nie miały takiej siły przebicia, jak to bywało w poprzedniej dekadzie w muzyce grupy. Nie ma jednak co narzekać, nowe, a raczej nieco zmienione wersje znakomicie się obroniły, w czym duża zasługa samych muzyków oraz świetnego ich zgrania. Lżej nie zawsze znaczy gorzej, co zespół dowiódł podczas omawianego koncertu. Bardzo pięknego i nad wyraz udanego – dopowiem od razu.

Wracamy do samego występu... „Miraż”, fantastycznie – i tak dostojnie, z głębi duszy – zaśpiewany, z ogromnym ładunkiem emocjonalnym (niespecjalnie skomplikowana, ale jakże stylowa partia gitary Freddiego i ten hipnotyzujący dźwięk syntezatora) zawiera bardzo osobisty tekst Anji, stanowiący niejako jej manifest ateistyczny...

Że moje życie barw milionem malowane
A każda chwila nazbyt droga
By błądzić między mirażami
Dlatego wierzę w siebie a nie w Boga!


Doskonałe otwarcie... klimatyczne, a nie czaderskie... takie, jaki miał być cały koncert! I Anja bardziej zmysłowa, dojrzała (tak stricte kobieco, jak i artystycznie) nie szalała wcale na scenie (jak jeszcze 7-9 lat wcześniej), a i tak intrygowała, czarowała... a te jej ozdobniki wokalne (przeciągane bardzo ekspresyjnie i głęboko i z pogłosem samogłoski) to istny majstersztyk! Anja przestała być małą, dziką kotką (kocicą) na scenie, stała się... wyczekującą (na ofiarę?) czarną panterą... no, albo przynajmniej mroczną królową. Mniej szaleńczego biegania, więcej dostojeństwa, ale wciąż ten sam urok osobisty... i bardziej pasujący do samej wymowy utworów – bardziej wyważony sposób poruszania. Odjazdowa końcówka „Mirażu” to już jej popis wokalny.

Widownia ożywiła się nieco podczas drugiej, bardziej żwawej, dynamicznej kompozycji, jaką okazał się „Na krawędzi”... z jakże wciąż aktualnym tekstem...

...Czas - mój największy wróg, mój najlepszy przyjaciel
Czas - nie używa słów, ale zawsze odnajdzie...


Ileż razy widziałem, jak publika podczas wykonywania tego numeru aż jadła z dłoni wokalistki... czyli śpiewała chóralnie z nią, albo za nią... Tu tylko nieliczni śpiewali, co bardzo mnie zaskoczyło... bo przecież hicior to niesamowity. Bardzo ciekawym i nader udanym przedsięwzięciem było zainstalowanie z boku sceny ekranu, za którym pewne tajemnicze postacie wiły się w rytm muzyki, dając - w wyniku odpowiedniego podświetlenia - fajny efekt cieni.

Oszczędna, ale bardzo piękna gitara Freddiego wsparta świetnymi partiami klawiszy Rolla i pełną wyczucia, ale jakże delikatną perką Gera stanowiły wspaniałą muzyczną ilustrację jednego z największych przebojów Closterkelklera... Po żwawym „Na krawędzi” przyszła pora na jeden z najwspanialszych utworów w dorobku formacji, ciężki, majestatyczny „Cisza w Jej domu” z płyty „Cyan”. Posępna gitara, dzwony – potęga i moc jednym słowem... tak zaczyna się to closterkellerowe arcydzieło, pełne zadumy i dramatyzmu... Klawisze Rolla i przejmujący śpiew Anji wiodą prym w tym nagraniu, ale to uderzenia w bębny Gerarda i mocna, ostra gitara Marcina nadają mu patosu i wyrazu. I te przenikliwe spojrzenia wokalistki... bezcenne! Fantastyczny utwór i równie wspaniałe wykonanie, odlot jednym słowem! I ten niesamowity trans, kiedy Anja śpiewa: Twój gniew, słowa jak kamienie... i ta wspaniała, acz niewyszukana gra świateł. POTĘGA. I jeszcze ta widownia, stojąca jak wryta... po tym utworze pojawiły się pierwsze gromkie brawa i skandowanie przez publikę nazwy zespołu... a Anka zapowiedziała kolejny numer, niezwykle energiczny „To on znowu następny”. Został on mniej drapieżnie (i ciutek wolniej), ale nie mniej dynamicznie (niż zwyczajowo) wykonany. A ta łkająca w finale gitara Freddiego? Palce lizać! Po nieco dłuższej zapowiedzi formacja zaprezentowała dwa nowe (wówczas) utwory: mroczny, tajemniczy i dość ciężki „Podziemny krąg” i „Kiedy latam”. Anja wsparła Rolla przy syntezatorze (dwa takowe mieliśmy wystawione). A na scenie zrobiło się tłoczniej, pojawiły się nowe postacie... dwie ubarwiły wizualnie utwór, jedna zaś dała wsparcia gitarowego. Mrok ogarnął „ziemię” podczas drugiego z wymienionych nagrań, niezwykle klimatycznego „Kiedy latam”. To jedno z tych bardziej niedocenionych, mniej przebojowych, ale nie mniej pięknych dzieł Clostera. No i Anka prawie (wokalnie) nam odleciała z salki koncertowej... Nie, nie wzniosła się... spokojnie!

Bardziej stonowane, delikatne rzekłbym wykonanie „Fortepianu” z najpiękniejszym tekstem o miłości, jaki Ms Orthodox napisała (co zresztą sama powiedziała w zapowiedzi) bardzo mi się spodobało, choć... zabrakło mi w nim tych mocarnych gitar (pojawiły się dopiero w samej końcówce). Ale nawet to zmienione aranżacyjnie nagranie, a należałoby chyba powiedzieć wykonanie (a w nim eleganckie, lekko „głuche/suche” uderzenia perki) wypadło po prostu przepięknie. Jak zresztą wyznanie wokalistki:

Kocham Cię choć wcale nie mam już marzeń
Kocham Cię chociaż dawno już nie znam bajek
Scarlett umiera ale Graphite zostaje
Kocham - gdy cicho gra ktoś na fortepianie


I jak tu, po takim utworze nie kochać Anji??? To GRZECH jej nie kochać... i „Grzech” w nowej, znacznie dociążonej aranżacji wybrzmiał jako kolejny tegoż wieczoru. Jakże piękna, uczuciowa gitara go wiodła... a towarzyszył jej bardzo stylowy motyw klawiszowy. I ten coraz mocniejszy, bardziej zaangażowany wokal Anki, która uświadamia nas, że...

Niepotrzebna już jestem sama znów
Nie pamięta nikt jaka byłam
Nie pamięta nikt tamtych jasnych dni
Gdy się śmiałam i gdy tańczyłam
Zesłał na mnie grzech, zatruł moją krew
Nierealny czar co zabija
Odtąd będzie tak, nie odnajdę się
Nie zapomnę już co zrobiłam


No lepiej nie wiedzieć, co też nasza sympatyczna Królowa zrobiła... Zresztą Anka na koniec sama śpiewa, że: już jest wszystko jedno... Fantastyczny utwór z początkowego okresu działalności grupy. I w końcu nasza mistrzyni się uśmiechnęła! Z kolei z dużym wdziękiem (nie tylko wokalnym) i lekkością została zaprezentowana następna, jakże miła i pogodna (może stąd ten wspaniały, niewyszukany, szeroki uśmiech Anki w środku nagrania? i znacznie więcej ruchu) kompozycja - „Ziemia Obiecana” z bardzo sympatycznym tekstem... co ważne (w końcu) przyjęta z dużym aplauzem publiki! Kapitalne wykonanie, niesamowicie dynamiczne... no i ten śliczny tekst...

Znów Ziemia Obiecana woła mnie
Przystań na której spotkam Cię
Dotyk Twój ogień wlał do moich żył
Tą Ziemią Obiecaną jesteś Ty...


Zostajemy przy „Cyanie”... znaczy się kapela została, serwując publice najostrzejszy numer z tamtego okresu, czyli „Klepsydrę”, która jednak nie wypadła aż tak mocarnie, jak zazwyczaj (wcześniej) to bywało „live” czy na płycie. Gniewna „Klepsydra” wybrzmiała bowiem mniej drapieżnie, ale dotyczy to li tylko warstwy muzycznej (ciszej słyszalna gitara), gdyż Anka zaśpiewała tradycyjnie mocno, ostro... z werwą, znakomicie. Podobnie jak kolejny – tym razem znów nowy utwór, mianowicie „Jak o kamień deszcz”, bardzo przestrzenny, oparty na ciekawych klawiszach. Klimatyczny, ale zarazem mroczny z trudnym, złowieszczym niemalże tekstem.

Ona żywi się Twoją wiarą w ludzki gest
Weźmie wszystko co masz i co mógłbyś mieć
Celem byłam ja, a narzędziem tylko - Ty
Przebudzenie zaboli Cię jak nigdy nic


Bardzo stonowana, pozbawiona ognistej gitary Pieczyńskiego wersja „Dla Jej siostry” wypadła nader podniośle i jakoś tak... lekko przygnębiająco, ale na pewno o zawodzie mowy nie ma... choć nie powiem, trochę ta kompozycja straciła na kolorze i blasku... na wyrazistości, szukałem właściwego słowa. Ale z drugiej strony nabrała jeszcze innego... bardziej poważnego, pełnego zadumy wydźwięku. Po chwili refleksji grupa przeszła do znacznie ostrzejszych dźwięków, gdyż zagrała tytułową kompozycję z ostatniej (na tamten czas) wydanej płyty. I co tu dużo mówić, doskonale wypadł ten jakże ciemny, złowrogi w zwrotkach (tak jak na płycie recytowanych przez Anję) i majestatyczny w refrenach (cudnie wyciąganych wokalnie) „Graphite”. Anja z czarną różą w dłoni wyglądała olśniewająco. Prawdziwy closterkellerowy dół... i jeszcze finalnie zaakcentowane słowa...

Wokoło grafit, zastyga skała
Gdy koniec bajki
Tak pragnę silną być a jestem słaba
Wygrywa grafit.


W ten oto sposób właściwa część koncertu dobiegła końca. Pozostał jeszcze tylko bis... Po krótkiej przerwie kapela powróciła na scenę. Publiczność ładnie się spisała, wytrwale skandując nazwę grupy, co doceniła liderka. A jako, że znaczna część zebranej widowni zaczęła domagać się i wołać - „Władza”, wiadomym było, że tym właśnie nagraniem – czyli swoim największym formalnie przebojem - formacja zwieńczy dzieło. Zaczął... maestro Rollinger, do którego doszlusowali pozostali muzycy. W końcu jakiś całkiem niezły (tak wiem, bywam złośliwy) kawałek (a dokładniej jeden jego refren) zaśpiewała sama publika... 80 minut z Closterkellerem minęło bardzo szybko.

Ten koncert uświadomił mi jedno: pokazał, jaka była (wówczas) różnica między dobrymi, rodzimymi wokalistkami (czy to popowymi, czy nawet rockowymi) a Anją. Otóż, nasze rodzime gwiazdeczki i owszem śpiewały jedna lepiej, druga nieco gorzej... w sumie poprawnie (o ile nie korzystały, czy podpierały się playbackiem). Anka zaś śpiewała zawsze całą sobą, wlewając w swój śpiew istne morze uczuć i emocji. Nad wyraz dobrze to widać i słychać właśnie na omawianym materiale z DVD. Fantastycznie wypadła od strony stricte głosowej, ale nie tylko, gdyż jak przystało na prawdziwą królową rodzimego rocka nie sam głos się liczy, ale zaangażowanie... a tu śpiewa i dusza i ciało, liczy się każdy gest, mina, spojrzenie... każdy ruch na scenie... tu wszystko staje się spójne, naturalne, cała ta genialna gestykulacja, wczuwanie się w pojedyncze słowa, moc i urok przenikliwego spojrzenia... wszystko tu współgra, tworząc niesamowity, niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju SPEKTAKL. Anja nie tylko śpiewa SWOJE teksty i utwory, ale przeżywa je na scenie... a część publiki razem z nią. I to czyni ją tak wyjątkową. I właśnie ten koncert w Krzemionkach został wręcz duchowo naładowany... A tajemnicza, czarująca, pociągająca, bardzo seksowna (nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu), ZJAWISKOWA Anja włożyła weń masę energii, którą oddała widowni. Pozostali muzycy też bardzo mocno zaangażowali się w swoją pracę. Chwała zatem operatorom kamer, którzy dobrze wychwycili tę całą closterkellerową magię.

Sam występ Closterkellera – przepyszny, nie tak żywiołowy, jak miało to miejsce jeszcze kilka lat wcześniej z niezwykle ruchliwym i barwnym Krzyśkiem Najmanem, ale na pewno w pełni profesjonalny i dynamiczny...

Drugą część Act III stanowi osiem archiwalnych teledysków. W momencie, kiedy ukazywało się niniejsze DVD nie było jeszcze takich dobrodziejstw, jak YouTube, dlatego takie posunięcie zespołu okazało się ze wszech miar słuszne. Ale i dziś dobrze jest mieć „pod ręką” te klipy, gdyż nigdy nie wiadomo, czy któregoś dnia nie znikną one (a tak przecież bywa) z netu. Nie do końca przekonują mnie nagrania audio, skoro już jednak się znalazły, to dobrym posunięciem okazało się zamieszczenie choć kilku w wersji anglojęzycznej. Ucieszył mnie za to długi, ciekawy wywiad z liderką zespołu, która nie dość, że bardzo spokojnie i barwnie wypowiada się, to jeszcze ślicznie wygląda... a te doń dołączone różowe skrzydła prezentują się po prostu wspaniale. Polecam wszystkim fanom zespołu wspomniany wywiad, gdyż Anja w otwarty sposób opowiada w nim o wielu kwestiach związanych tak z zespołem, jak też z nią samą. Pewnie większość sympatyków zna dobrze biografię kapeli, dlatego kilka pierwszych minut wywiadu będzie dlań ledwie przypomnieniem czy uzupełnieniem tej wiedzy (Anja mówi o inspiracjach, początkach grupy, o drodze do sukcesu, o momentach przełomowych – jak Jarocin, dojście do składu Krzyśka i Pawła i o ich wpływie na zmianę oblicza formacji z postpunkowego i nowofalowego na bardziej rockowe). Znacznie bardziej wciągające są za to fragmenty, w których wokalistka mówi o ideologii artystycznej (czyli o sztuce: pięknie i poezji), o swoim artystycznym spełnieniu i o wpływie nań Marcela Prousta i o tym, jak Anja sama stała się niejako kimś takim jak on... Dowiadujemy się także, w jaki sposób i w jakich okolicznościach liderka zazwyczaj tworzy i co ją do tego inspiruje. Bardzo ładnie wypowiada się nasza bohaterka o tym, czym dla niej jest miłość i o wszelkich wartościach, dla niej istotnych, jak też o wielu swoich... twarzach. Na koniec dostajemy kilka refleksji na temat szykowanej, nowej (wówczas) – mrocznej, czarnej płyty „Nero” i o zmianach w składzie Closterkellera, jak też o relacjach z fanami.

Podsumowując: Act III zawiera bardzo fajny, udany koncert nietuzinkowego zespołu. Ponadto może służyć jako cenny dokument oraz jako świetna pamiątka dla fanów, pokazująca, albo ukazująca trzecie oblicze Closterkellera, które współtworzyli Freddie, Gero i Pucek.


Tomasz Woźniak

Dodatkowe informacje:
Teksty: Anja Orthodox
Muzyka: Closterkeller
Koncert zarejestrowano 11.04.2003 w Studio Krzemionki w Krakowie

Produkcja: Tomasz Dziubiński - MMP
Edycja dźwięku i mix: Marcin "Zeman" Tymanowski
Grafika: Agnieszka Szuba
Foto: Andrzej Głuc


CLOSTERKELLER @ FACEBOOK



CLOSTERKELLER na stronie METAL MUNDUS:
Recenzje:
- "Blue" - recenzja - link
- "Viridian" - recenzja - link
- "ReScarlet" - recenzja - link
- "Act III - Live 2003" - recenzja - link

**********
Relacje z koncertów:
- 01.10.2017 - Czarny Spichrz/ Włocławek - relacja z koncertu - link
- 07.05.2017 – Lizard King/ Toruń - relacja z koncertu - link
- 13.04.2017 – Estrada/ Bydgoszcz - relacja z koncertu - link

**********
Wywiady:
- Michał "Jaro" Jarominek - wywiad - link
- Olek Gruszka - wywiad w magazynie Metal Up! nr 1 - link

**********
Artykuły:
- "Czerniejąca magma" - artykuł - link

**********
Zdjęcia CLOSTERKELLER w galerii METAL MUNDUS:
- koncert: 07.05.2017 – Lizard King/ Toruń - link
- koncert: 13.04.2017 – Estrada/ Bydgoszcz - link
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU























** CLOSTERKELLER **
- Blue


** MORPHOSYS **
- The Saw Is Family


** PARADISE LOST **
- Medusa


** BESATT **
- Tempus Apocalypsis

** CLOSTERKELLER
- Viridian

** ORDEN OGAN
- Gunmen

** MANILLA ROAD
- Voyager

** ICED EARTH
- Incorruptible

** ACCEPT
- The Rise Of Chaos

** DEATHTALE
- Apocalyptic Deadline

** SILESIAN BUTCHERS COMPILATION
- vol. V

** CRÉATURES
- Le Noir Village

** SKÓRA ŚWIATA
- Skóra świata

** MORTUUS CAELUM
- Ad Libertatem Per Mortem

** ANTHRAX
- Among The Living

** KRV
- Ograma

** ALESTORM
- No Grave But the Sea


więcej recenzji
********* GRIN *********


** WATCH OUT STAMPEDE **


***** CLOSTERKELLER *****


*** AMORPHIS
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
*** AIR RAID
+ Savager
+ Stormer
- U Bazyla/ Poznań


*** CLOSTERKELLER
+ Pampeluna
- Czarny Spichrz/ Włocławek


*** SUMMER DYING LOUD
+ Sodom
+ Unleashed
+ Wolfheart
+ i inni
- Aleksandrów Łódzki


*** ROCK & ROSE FESTIVAL
+ Kat & Roman Kostrzewski
+ Alastor
+ Dragon
+ Gomor
- Kutno


*** HEADBANGERS OPEN AIR
- Brande/ Niemcy


*** HAMMERFALL
+ Gloryhammer
+ Lancer
- Progresja/ Warszawa


*** QTNOIZZ FEST
+ Iron Maiden Tribute Band
+ Hunter
+ Nocny Kochanek
+Acid Drinkers
+Siq
- Kutnowianka/ Kutno


*** NIGHT DEMON
- U Bazyla/ Poznań


*** CLOSTERKELLER
+ Dark Juliette
- Lizard King/ Toruń


*** KREATOR
+ Sepultura
+ Soilwork
+ Aborted
- Progresja/ Warszawa


więcej relacji
*** Biografia Led Zeppelin. Kidy giganci chodzili po Ziemi


*** Ozzy bez cenzury


*** Głos z ciemności



więcej recenzji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  25,279,908 unikalne wizyty  Top Top