AGENCJA METAL MUNDUS


METAL UP!

= 20.12.2017

- ELUVEITIE
- SILENT CIRCUS
- VALKENRAG

+ Kraków / Kwadrat



= 22.12.2017

IN BLAST WE TRUST

- UNBORN SUFFER
- FINAL SIX
- ETERITUS

+ Włocławek / Czarny Spichrz




































































Nawigacja
Artykuły » Recenzje - D » DESTRUCTION - D.E.V.O.L.U.T.I.O.N. (2008 AFM Records)
DESTRUCTION - D.E.V.O.L.U.T.I.O.N. (2008 AFM Records)
01. D.evolution
02. E.levator to Hell
03. V.icious Circle - The 7 Seven Deadly Sins
04. O.ffenders of the Throne
05. L.ast Desperate Scream
06. U.rge (The Greed of Gain)
07. T.he Violation of Morality
08. I.nner Indulgence
09. O.dyssey of Frustration
10. N.o One Shall Survive



Skład:
Schmier (wokal, bas)
Mike (gitara)
Marc "Speedy" Reign (perkusja)



Po dwóch średnio udanych krążkach („Metal Discharge” - bardziej, „Inventor Of Evil” – zdecydowanie mniej) i całkiem niezłej kompilacji starych utworów (z lat 1984 – 1990) w nowych wersjach, załoga niezmordowanego Marcela Schmiera zaatakowała kolejnym albumem – tajemniczo zatytułowanym „D.E.V.O.L.U.T.I.O.N.”. Nazwa płyty powstała ze złożenia pierwszych liter tytułów wszystkich kompozycji, jakie trafiły na krążek. Nie powiem, bardzo fajny, niespotykany zabieg, wymagający sporego wysiłku (by do gotowej muzyki i wybranego tytułu płyty ułożyć teksty i nadać właściwe tytuły poszczególnym kawałkom, które - rzecz jasna - przez sam ten fakt zostały jednoznacznie uporządkowane jeden za drugim). 1-0 dla DESTRUCTION.

Ten w pewnym sensie rocznicowy album (grupie w 2008 roku stuknęło 25 lat) w założeniu miał zawierać wszystkie najlepsze elementy z ostatnich dzieł Niemców, czyli sporo szybkiego (typowego) wymiatania i nieco progresywnych, albo raczej bardziej technicznych smaczków. I tak w gruncie rzeczy sprawy się mają. Schmier dotrzymał słowa, choć nie wszystkie zapowiedzi lidera się sprawdziły. Nie za bardzo potrafię doszukać się większego niż dotąd udziału dźwięków heavy metalowych, no chyba że w partiach wokalnych Marcela. Więcej „heavy” mamy na powrotnym albumie Headhunter („Parasite of Society” z 2008 roku) i myślę, że tam jego miejsce. Tu ten element użyto we właściwych (niedużych) proporcjach. 2-0 dla zespołu.

Wypada jeszcze wspomnieć, że na płycie gościnnie wystąpiła trójka uznanych muzyków. Otóż w kompozycji otwierającej krążek, „D.evolution” solo zagrał Vinnie Moore, gitarzysta UFO. Natomiast za solówki w „U.rge (the Greed of Gain)” odpowiedzialni są lider kanadyjskiego Annihilatora - Jeff Waters oraz Gary Holt z Exodusa. To bardzo miły akcent, a ja zapisuję kolejny, trzeci już punkt po stronie zespołu.

Powstał bardzo dojrzały, dopracowany materiał, łączący w jedno ducha lat 80-tych z brzmieniem XXI wieku. Można powiedzieć, że muzycy nie zapomnieli o swoich korzeniach, dbając przy tym, by płyta miała współczesny szlif produkcyjny. Wspomnę przy okazji, że niemieckie trio swój najnowszy materiał nagrało w duńskich Hansen Studios w miejscowości Ribe. Rolę producenta pełnił Jacob Hansen, znany ze współpracy z grupami: Invocator i Maceration. I ze swej roli wywiązał się bez zarzutu, to bodajże najlepiej brzmiący album od momentu powrotu zespołu na scenę (czyli zakładając stały postęp w dziedzinie brzmienia - bez pomyłki można zaryzykować tezę, że lepszej produkcji chłopaki nie mieli nigdy). 4-0 dla Niemców. Z miejsca jednak dopowiem, że zbyt sterylna produkcja często przynosi także niepożądany efekt – utratę zadziorności, pazura. I to jest wyraźnie słyszalne na płycie Destruction. Pierwsza strata (4-1).

Rozkładając album na czynniki pierwsze powinienem zatrzymać się i krótko omówić warstwę liryczną. Niestety, moja znajomość języka angielskiego nie pozwala mi na swobodną i szybką interpretację tekstów bezpośrednio z odsłuchu muzyki, a promocyjny CD (jaki swego czasu otrzymałem z Mystica), który posłużył mi do recenzji, jak to zwykle bywa pozbawiony był liryków, za to wyposażony we... wtrącenia/zapowiedzi – czego akurat słuchamy (jakbym tego akurat nie wiedział). Powiem za to uczciwie, nie wróciłem po latach do tekstów z tej płyty, nie przestudiowałem ich choćby z metal-archives, dlatego… tej kwestii nie wypunktuję. Mea culpa. Nie podoba mi się za to okładka... zresztą od strony wizualnej także poprzednie dzieła Niemców jakoś mi nie pasują. Stan meczu wynosi w tym momencie 4-2.

Przy pierwszym kawałku („D.evolution”) dostaję wypieków na twarzy, jest więcej niż dobrze, fajny, balladowy (albo niczym z filmu) wstęp, wysoki krzyk Marcela, przedni riff i świetna, szybka jazda. Wrzaskliwe, zadziorne wokale dodają jeszcze kolorytu. Kolejne dwa nagrania podtrzymują dobrą passę. Mocny „E.levator to Hell” przynosi melodyjny riff i niezbyt szybkie tempo. „V.icious Circle - the Seven Deadly Sins” intryguje wersem „in Nomine Patris Et Filii Et Spiritus Sancti...” (cóż to za męski chór!). Od strony instrumentalnej mamy średnie tempo z czymś, co bardzo lubię – „dopalaniem”, soczyste solo oraz dość wysokie, zadziorne wokale. Niestety, od niby mocnego (ale nużącego, słabiutkiego) „O.ffenders of the Throne” mamy więcej marmolady niż dobrego, ostrego wymiatania. Tak niestety rzecz ma się z „L.ast Desperate Scream”, opartym wprawdzie na stylowym, transowym rytmie z przyspieszeniami, ale z niespecjalnym solem. Czegoś brak tej kompozycji, podobnie jak i szybkiemu „T.he Violation of Morality”, który jawi mi się jako mieszanka iście testamentowego wymiatania z kreatorowym refrenem. Niezłe, ale jaj nie urywa, a germański thrash chyba powinien! Ale co mam powiedzieć o cieniutkim jak barszczyk, bezbarwnym, miałkim (choć na luzie zagranym) „I.nner Indulgence”? Do wora! Pędzący „O.dyssey of Frustration” z mocarnym riffem i dobrymi solówkami nieco tylko poprawia nastrój. Więcej pozytywnych wrażeń przynosi szósty w kolejności „U.rge (the Greed of Gain)”, dość chwytliwy, szybki z annihilatorowym solem (wiadomo – Waters), krzykliwymi wokalami. Podobnie rzecz ma się z wieńczącym album, miarowym „N.o One Shall Survive” z fajnym podkładem gitarowym w tle, ciekawym solem (gdzieś na początku czwartej minuty pojawiają się skojarzenia z Megadeth). Niewiele pozostaje w głowach po parokrotnym nawet przesłuchaniu krążka. Bez problemu wskażę wyróżniające się numery (1, 2, 3, 6, 10), w których mamy sporo technicznego grania. Pięć lepszych i pięć słabszych kawałków... co daje w efekcie i po zsumowaniu z wstępnymi rozważaniami wynik 9-7. Na japońskie wydanie płyty trafił jeszcze w postaci bonusa cover Tank – „Shellshock”, niestety nie dane mi było się z nim zapoznać.

Muzyka to jednak nie sport, ale z powyższego rozważania wyraźnie widać, że nie mamy do czynienia z jakimś wybitnym, czy też bardzo dobrym albumem. „D.E.V.O.L.U.T.I.O.N.” to bez wątpienia bardzo solidna, naprawdę dobrze wyprodukowana płyta, a dla fanów zespołu nie lada gratka. Po dwóch pierwszych przesłuchaniach wydawało mi się, że oto mam do czynienia z najlepszym, najciekawszym krążkiem Destruction od momentu ich powrotu na scenę. Kolejne podejścia jednak szybko zweryfikowały tę opinię. Papiery na granie panowie mają od dawna i niejednokrotnie to udowodnili, zresztą nieprzypadkowo są zaliczani do tak zwanej „wielkiej trójki germańskiego thrashu”. Ale trzeba przypomnieć, że w latach świetności gatunku ze wspomnianej niemieckiej „nieświętej trójcy” jedynie Kreatorowi (w latach 1989-92) udało się dogonić amerykańską czołówkę. Nie inaczej jest w czasach obecnych. Największe nawet dzieła Sodom (za wyjątkiem bardzo udanej ostatniej – „Decision Day” z 2016 roku), czy Destruction według niżej podpisanego nie dorównują równoległym dokonaniom takich tuzów zza Oceanu, jak Death Angel, Testament, Overkill, czy Slayer. Kreator jak dotąd, w XXI wieku, też jeszcze nie wypuścił na rynek jakiejś wyrazistej, w pełni thrashowej płyty. I chyba nie wypuści, gdyż Mille zasmakował się w bardziej melodyjnych dźwiękach. Amerykanie wiedzą jak urozmaicić swój muzyczny przekaz tak, by ten nie nużył. Niemcom przychodzi to znacznie trudniej, choć ekipa Sodom ostatnio tego dokonała! I dokładnie tak sprawa wygląda z omawianym albumem, niby wszystko tu gra i chodzi jak w „szwajcarskim zegarku”, ale efekt chyba nie do końca i nie każdego fana thrashu poraża. Mnie ten album ani nie powalił, ani nie porwał i to nie dlatego, że nigdy gorliwym fanem zespołu nie byłem, a zawsze znacznie wyżej ceniłem (a może tylko lubiłem?) Kreatora i Sodom. Za mało w nim życia, brak doładowania, niby są różne, zmienne tempa, ale całość zlewa się w jedną masę. Niby sporo się dzieje, na plus zaliczę wokale, niektóre naprawdę udane riffy i solówki, ale... to, co dobre miesza się z tym, co bardzo, bardzo przeciętne. Wydawało mi się nawet, że niniejszym albumem Destruction zyska we mnie fana, że zmienią się proporcje i kapela Schmiera w mych oczach doścignie duet Kreator-Sodom, ale jednak nie, gdyż przy dłuższym obcowaniu z „D.E.V.O.L.U.T.I.O.N.”, tak w połowie płyty odczuwam wyraźne znużenie... Ale z drugiej strony patrząc – mam do dokonań Destruction duży szacunek i dystans.

I jeszcze jedna refleksja na sam koniec. W 2008 roku Schmier dał światu dwa krążki: omawiany oraz „Parasite Of Society”, nagrany z drugim jego zespołem – Headhunter. Cóż, bardziej przemawia do mnie to drugie, mniej znane, wręcz heavymetalowe wcielenie. Więcej tam luzu, więcej urozmaicenia i fajnych wokali. Do płyty Headhunter będę po prostu częściej wracał. A dla „D.E.V.O.L.U.T.I.O.N.” nota nie może być za wysoka.

6.5/10
Tomasz Woźniak


DESTRUCTION @ FACEBOOK
Komentarze
Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
Dodaj komentarz
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
Oceny
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się , żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
 

METAL MUNDUS NA FACEBOOKU


























** NORTHERN PLAGUE **
- Scorn The Idle


** GJELDRUNE **
- Prawdu za porog


** PATHOLOGY **
- Pathology


** DARK FOREST
- Land Of The Evening Star

** FOUCALT
- Lost People

** GRIFFAR
- Monastery

** RIVER OF TIME
- Revival

** BRUTAL VISION
- Volume 3

** LUCIDREAMS
- Ballox

** ZARAZA
- Spasms of Rebirth

** DEATH ANGEL
- Killing Season

** CLOSTERKELLER
- Blue

** MORPHOSYS
- The Saw Is Family

** PARADISE LOST
- Medusa

** BESATT **
- Tempus Apocalypsis

** CLOSTERKELLER
- Viridian

** ORDEN OGAN
- Gunmen


więcej recenzji
***** MARTYRDOOM *****


********* GRIN *********


** WATCH OUT STAMPEDE **


*** CLOSTERKELLER
*** AMORPHIS
*** KOIOS
*** WHORION

więcej wywiadów
*** HELLOWEEN Pumpkin United
- Tipsport Arena/ Praga, Czechy


*** MAYHEM
+ Asphyx
+ In Twilight's Embrace
+ Deus Mortem
+ Centurion
+ Thunderwar
- Progresja/ Warszawa


*** GRAND MAGUS
+ Evil Invaders
+ Elm Street
- Kwadrat/ Kraków


*** SATYRICON
+ Suicidal Angels
+ Fight The Fight
- Progresja/ Warszawa


*** ARCH ENEMY
+ Jinjer
- Progresja/ Warszawa


*** AIR RAID
+ Savager
+ Stormer
- U Bazyla/ Poznań

*** CLOSTERKELLER
+ Pampeluna
- Czarny Spichrz/ Włocławek

*** SUMMER DYING LOUD
+ Sodom
+ Unleashed
+ Wolfheart
+ i inni
- Aleksandrów Łódzki

*** ROCK & ROSE FESTIVAL
+ Kat & Roman Kostrzewski
+ Alastor
+ Dragon
+ Gomor
- Kutno


*** HEADBANGERS OPEN AIR
- Brande/ Niemcy


*** HAMMERFALL
+ Gloryhammer
+ Lancer
- Progresja/ Warszawa


więcej relacji
*** Hellbent For Cooking. The Heavy Metal Cookbook


*** Biografia Led Zeppelin. Kidy giganci chodzili po Ziemi


*** Ozzy bez cenzury



więcej recenzji
ARTYKUŁY
*** Czerniejąca Magma
- słów kilka o niezrealizowanym albumie Closterkellera


Top Top  25,933,842 unikalne wizyty  Top Top