|
| Polecamy albumy |
 STREFA MOCNYCH WIATRÓW - Live
 CORRUPTION - Bourbon River Bank
|
|
| MUSTASCH – The Latest Version Of Truth |

1. In The Night
2. Double Nature
3. Falling Down
4. The Heckler
5. I Wanna Be Loved
6. Scyphozoa
7. Spreading The Worst
8. Bring Me Everyone
9. Forever Begins Today
10. I Am Not Aggressive
11. The End
O Szwedach z Mustasch dowiedziałem się dopiero przy okazji premiery ich najnowszej płyty.
Niestety, nie znam starych płyt grupy, ale to, co zaprezentowali na „The Latest Version Of Truth” to coś naprawdę intrygującego. No bo wyobraźcie sobie The Cult podlany stonerowym sosem, w dodatku z domieszką instrumentów smyczkowych!
Niby wszystkie elementy doskonale znane, niby kojarzymy to z płyt innych artystów, począwszy od Led Zeppelin i Black Sabbath, a na The Cult skończywszy, ale w tym przypadku ich połączenie wygląda naprawdę interesująco i bardzo świeżo.
Tak więc Mustach z pewnością wyróżnia się na tle zespołów grających w stylu retro, chociaż ciężko mi by było powiedzieć czemu. Może jest to kwestia tego, że niewiele jest kapel grających „pod The Cult”?
Oczywiście nie chcę tutaj uogólniać, w końcu Mustasch ma do zaoferowania nieco więcej niż tylko zręczne kopiowanie mistrzów. Przekonuje już o tym pierwszy utwór – „In The Night”, kuszący hard rockowym riffem i ekspresywnym wokalem Ralfa Gyllenhammara. Nie chcę być nachalny, ani poprzez swoją nachalność złośliwy, ale takiej partii wokalnej nie powstydziłby się Ian Astboury. Podobnie ma się rzecz z „Double Nature”, natomiast w „The Heckler” pojawiają się mocniejsze stonerowe naleciałości, choć refren jest równie nośny, jak w wypadku poprzednich utworów.
„I Wanna Be Loved” przyciąga tajemniczym klimatem oraz prawdziwą zadymą na perkusji w szybszej części utworu.
I jak w tym momencie zaskakuje następująca po nim „Scyphoza”! Instrumentalny utwór, którego atmosferę budują instrumenty smyczkowe i gitara akustyczna – świetna rzecz, choć mam uczucie deja vu (patrz: „Fluff” z wiadomej płyty wiadomego zespołu). Mocno odjazdowy w zwrotkach a miażdżący w refrenie „Spreading The Worst” utrzymuje dotychczasowy wysoki poziom, podobnie jak reszta materiału z tej płyty.
Singlowy, spokojniejszy „Bring Me Everyone”, z powodzeniem mógłby zostać przebojem radiowym, gdyby nie to, że w radiu (uogólniając) preferuje się raczej papkowato-plastikowe gówno, niż muzykę Mustasch.
Jednak rzecz, która podbija wspomniany wysoki poziom jeszcze wyżej, Szwedzi zostawili nam na sam koniec – „The End” – to, co dzieje się w tym dziewięcioipółminutowym utworze jest trudne do opisania! Transowy wstęp na perkusji, dudniący bas, pierwsze akordy gitary a potem...
...potem właśnie brakuje mi słów. Mogę powiedzieć tyle, że ma ten utwór coś z klimatu „Kashmiru” autorstwa pewnego znanego angielskiego kwartetu. Można tego słuchać bez końca.
Polecam wam tę płytę z całego serca, drodzy maniacy dobrego rocka, ja tymczasem wracam do słuchania.
Marcin Muller 9/10
|
|
| Komentarze |
|
Brak dodanych komentarzy. Może czas dodać swój?
|
|
| Dodaj komentarz |
|
Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
|
|
| Oceny |
Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.
Brak ocen. Może czas dodać swoją?
|
|
|
| Nadchodzące koncerty: |
|
|
|
| Sklep Metal Mundus |


|
|
| Aktualnie online |
Gości online: 6
Użytkowników online: 0
Łącznie użytkowników: 266
Najnowszy użytkownik: earthshine
|
|
|