
Spytałbym, czy Warszawiacy słyszeli o Łydce Grubasa, ale byłem naocznym świadkiem, że raczej nie. Kolejny koncert, na którym byłem i chyba kolejny rekord, jeśli chodzi o małą liczbę osób. A szkoda, bo panowie telepali się do stolicy aż z Olsztyna i podejrzewam, że niezbyt szybko (i chętnie) wrócą. W Metal Cave zjawiłem się na tyle wcześnie, by na spokojnie dowiedzieć się, że nie zagra jeden z planowanych zespołów. Mianowicie thrashmetalowa Anastezja, która mimo stołecznego pochodzenia z nieznanych mi przyczyn na koncert nie dotarła. Okazało się jednak, że nie stanowi to większego problemu, bowiem Łydka Grubasa sama zasupportowała swój występ. Projekt X jest kapelą złożoną z tych samych ludzi, z tą tylko różnicą, że grają bez klawiszowca i z innym wokalistą. Natomiast głos Łydki Grubasa podczas koncertu całkiem sprawnie obsługiwał wiosło. Projekt X proponuje całkiem strawną mieszankę rocka, nowoczesnego metalu i dźwięków spod znaku groove. Pojawiła się nawet spora ilość progresu przy okazji „Dreaming in the Theater” (jeśli dobrze pamiętam tytuł) nawiązującym do wiadomego zespołu. Do tego wszystkiego dochodzi ciekawy i mocny głos frontmana wspieranego chórkami gitarzystów. Krótko mówiąc - kawał potężnego i momentami złowieszczego metalu z przyzwoitym wokalem. Niby nic specjalnego, ale mimo wszystko byłem zaskoczony ich występem. Powodem było brzmienie. I to jakie brzmienie! Nie sądziłem, że metalowy zespół, ze względu na podstawowe założenia tej muzyki, jest w stanie zabrzmieć w Metal Cave tak selektywnie. Przyznaję, że w klubie nie byłem od dawna, ale wydaje mi się, że sporo się w nim zmieniło na lepsze. Oczywiście sporą zasługę w efekcie końcowym brzmienia mieli też sami muzycy. Od pierwszego kawałka było słychać, że z amatorami nie mają nic wspólnego i grają nie od wczoraj. Dlatego też dziwił mnie ich niegasnący entuzjazm. Zrozumiałbym takowy, gdyby to był ich debiut sceniczny, ale to był n-ty koncert, na którym dodatkowo (delikatnie mówiąc) tłumów nie było. A mimo wszystko dało się zauważyć, że goście mają niesamowitą radość z grania i że stanowi ona ich prawdziwą pasję. Pięknym zwieńczeniem występu był cover Kasprzyckiego przewrotnie zatytułowany „Piekło do Wynajęcia” (który można obejrzeć gdzieś poniżej).
Po krótkiej przerwie muzycy wspierani tym razem dodatkowo przez klawiszowca powrócili na scenę. I tu dopiero zaczęła się prawdziwa zabawa. Po zapoznaniu się z płytką „Bąż Woa”, która jest do przesłuchania w całości w Internecie (w formie godnej podziwu!) wiedziałem, czego się spodziewać. Jaj, jaj i jeszcze raz – jaj. Muzycznych, słownych i wizualnych (na moje szczęście nikt się nie rozbierał). Łydka Grubasa pojawiła się na deskach w nietuzinkowych strojach: truskawki, tygrysa, superbohatera i krowy. Chwilę później Pan Truskawka przywitał wszystkich słowami „Nazywam się Kazik i witam wszystkich na juwenaliach”. Mimo sprytnego żartu, nie wydaje mi się, żeby kiepska frekwencja wynikała z równorzędnego koncertu Kultu na Ursynaliach. Po prostu Łydce Grubasa potrzeba reklamy i mam nadzieję, że ta relacja takową stanowi. A to dlatego, że im się najzwyczajniej należy. Ciężko bowiem powiedzieć coś złego o ich występie. Od początku do końca było profesjonalnie pod każdym względem. Zespół odstawił totalny, muzyczny kabaret biorąc na warsztat większość popularnych gatunków muzyki (w tym nawet akcenty weselne) i spinając je zgrabnie rockową klamrą. Tu i ówdzie pojawiały się też nawiązania do znanych powszechnie hiciorów. Główną zasługę w rozbawianiu ludzi miały jednak dowcipne teksty, ze zrozumieniem których chyba nikt nie miał problemu, bowiem w przeciwieństwie do Projektu X, Łydka Grubasa śpiewa w naszym ojczystym języku. Poza tym Hipis (wokalista) to urodzony szołmen, jakiego inne zespoły mogą tylko pozazdrościć. Dzięki temu podczas koncertu działa się cała masa zabawnych rzeczy, jednak bezcenną był „taniec robota” połączony ze specyficznym „robotowym” wokalem przy okazji kawałka (a jakże!) „Robocik”. Takich scenek było naprawdę mnóstwo, ale nie będę psuł Wam zabawy, bo liczę, że następnym razem tłum będzie bogatszy właśnie o Was.
Podsumowując – na pewno warto było udać się tego dnia do Metal Cave. Kto nie był, niech żałuje i następnym razem pomyśli chwilę, czy iść na Kult po raz setny, czy może dać szansę i wesprzeć nowe zespoły. W końcu Kazik pewnie też zaczynał grając dla garstki osób.
Robert "Wisien" Wiśniewski
www.myspace.com/projektxband
www.lydkagrubasa.pl/blog
|