
1.Twinge
2.Prime integers
3.God lives too long
4.Class'a'prisoner
5.Projecting AM
6.No logo
7.When road & booze collide
8.Intra vires
9.Even if
SKŁAD:
Konar (Perkusja)
Barton (Wokal)
Komandos –(Bas/Wokal)
Dano (Gitara/Wokal)
Wodzirej (Gitara)
Nasz kraj jest po prostu śmieszny. Są zespoły, które nie grają na żadnym poziomie, a na ich koncerty przychodzi jakaś tam rzesza fanów, są też grupy takie jak Chain Reaction, które grają gigi na dobrym poziomie, mogą pochwalić się (już) dwoma oficjalnie wydanymi krążkami, i to w dodatku przez zagraniczną wytwórnie – ale nie mogą się pochwalić tym co najważniejsze – popytem na własną muzykę. Takie niestety mamy realia, że los lubi strzelać pstryczka w nos młodym formacjom pokroju Chain Reaction, a jeśli brać pod uwagę fakt, iż świadomie wykraczają poza ''typowe'' polskie grzanie, należy sobie postawić pytanie czy to właśnie ich odmienność jest powodem przegranej batalii, mającej na celu zaistnienie w umysłach wszystkich rodzimych (a może i nie tylko) metalheads? I ja na to nie odpowiem – aczkolwiek, domyślam się, że tak nowoczesna muzyka, niełatwo trafia do skostniałych, przeżartych blastem krajan. I wcale mnie to nie dziwi, bo death metalu tu brak, jest za to dużo dobrej melodii, amerykańska agresja, i jedenaście fajnych, bujających utworów, mających swój groove oraz znamienity pierwiastek wkurwienia.
Pomysłów stołeczni metalowcy mieli już całkiem sporo na swym debiucie w barwach Kolony Records – ''Vicious Circle''. Na ''Cutthroat melodies'' nie jest ich mniej, a wręcz przeciwnie, dojrzałość muzyczna, kompozytorska jak i świadomość tego, co obecnie po prostu... modne, wyraźnie zaliczyła tendencję zwyżkową, utwierdzając mnie jedynie w przekonaniu, że między innymi ja mogłem spokojnie czekać na nowe dziecko Bartona i spółki. Właściwie to można by, ale nie trzeba wznosić samych peanów nad ''czejnami''. Zmianie uległo samo brzmienie gitar, gary brzmią masywnej, i nie tak cyfrowo jak poprzednio, ale niewątpliwym atutem, a zarazem niespodzianką całego albumu jest (głównie) frontman, blondas Barton. Drze się, śpiewa czysto, często ze stonerową manierą (a może to nie on, co?) i generalnie raz wychodzi mu to lepiej, rzadziej gorzej, ale słychać, że to właśnie on i wkłada w to serducho. To już nie ten nieco duszny i sztampowy, określony głos, a wyrobiona wokalna maszyna, która lubi zaskoczyć, może nawet i samego siebie dla własnej satysfakcji. Album ma również to do siebie, że niekoniecznie jawi się jako łatwo przyswajalny monolit, gdyż aby w pełni ogarnąć ten materiał, trzeba się w niego nieźle wsłuchać. Smaczków jest całkiem sporo, dodają one tego luzackiego klimatu, brudnego, podlanego jackiem, ale to wciąż mocny, nowoczesny, bardzo thrashowy/groove metalowy materiał dla fanów na przykład Lamb Of God, God Forbid i innych miej lub bardziej popularnych grup. Ale wadą, i to chyba jednak znaczącą, jest fakt, iż dopiero po kilku odsłuchach tak naprawdę da się rozróżnić poszczególne utwory i zapamiętać z nich to co najlepsze, czy to świetne akustyczne partie w ''Insomnia Revised/H.B Woodrose'', czy zajebisty groove ''Intra Vires'', a o prostym i bardzo wymownym ''Class'a'prisoner'' już nie wspominając. Ten ostatni to bardzo dobry rocker i potencjalny hit na koncertach, których zresztą jak mniemam wkrótce w wykonaniu Chain Reaction będzie całkiem sporo. Mają się chłopy z czym pokazać, ale uważajcie, zaprawa z czejnami nie jest taka łatwa i przyjemna – dajcie im KILKA szans, a polubicie ten album.
7,4/10
Chain
www.myspace.com/chainreactionpl
|