
01. Shadow of the Red Baron (07:04)
02. Dreams (04:32)
03. Forever in the Dark (05:11)
04. Resurrection (05:07)
05. Sahara (04:21)
06. Black Devil Ship (04:31)
07. We Will Meet Again (04:33)
08. Universe (04:51)
09. My Angel Is Gone (04:16)
10. Only the Good Die Young (03:56)
11. Ghost of the Tzar (06:54)
SKŁAD:
Dushan Petrossi (gitara)
Goetz "Valhalla jr" Mohr (wokal)
Andreas Lindahl (klawisze)
Vassili Moltchanov (bas)
Erik Stout (perkusja)
Roma Siadletski (wokal)
Nie przeczę, czekałem na tę płytę z wielką niecierpliwością. Można powiedzieć, że jestem uzależniony wręcz od tej kapeli. I tak naprawdę nie umiem powiedzieć, co takiego w niej jest, że aż tak dobrze na mnie działa. Wszak to tylko heavy podbarwione power metalem, z elementami epic metalu, neo classicu, oczywiście z solidną domieszką shreddingu i sam nie wiem, czego jeszcze. Niby nic nowego czy nadzwyczaj oryginalnego, a działa i to jak działa!
Jeśli do pierwszego krążka podszedłem z lekką "nieśmiałością", gdyż - bądźmy szczerzy - był dopiero zapowiedzią giganta, tak drugi album "Hordes Of The Brave" okazał się właśnie gigantem, powalił mnie wręcz na kolana. Stał się dla mnie wręcz wzorcem w tak rozumianym i granym power metalu.
Dlatego niezwykle byłem ciekaw, co Dushan z kumplami zapodadzą mi na swoim trzecim krążku. Przyznaję, że jeśli tylko spróbowaliby jakichś nowinek, bardzo bymsię na nich zawiódł.
Ale już po obejrzeniu zapowiadającego krążek utworu "Forever In The Dark" można było być spokojnym, że żadnych radykalnych zmian nie będzie. I chwała im za to.
Albowiem dostaliśmy album, jakiego można byłoby sobie tylko wymarzyć. Przecudnej urody połączenie dwóch poprzednich płyt, zrobione w sposób perfekcyjny.
Już po pierwszym przesłuchaniu płyta stała się dla mnie perełką, godną podziwiania przez długi, długi czas.
Album przygotowany został przez mistrza Petrossi’ego, zatem wszystko od brzmienia, produkcji, melodii, wokali, solówek (!!!) po układ utworów na płycie jest perfekcyjny.
Zaczynają (nie mogło być inaczej!) od przeostrego, melodyjnego, z licznymi wstawkami solowymi utworu tytułowego, po nim zmiana klimatu, dostajemy wolniejszy „Dreamer”, następnie czerpiący z nurtu neo classic, wspomniany już wcześniej „Forever In The Dark”, po którym znów jest wolniej, gdyż dociera do naszych uszu ocierający się wręcz o doom, ciężki „Resurrection”, po nim wykazujący umiejętności klawiszowca numer „Sahara”, potem folkowy wręcz „Black Devil Ship” i jeszcze dwa bardziej klasyczne, powerowe kawałki „We Will Met Again” i „Universe”, po których znów lekka zmiana klimatu, gdyż dostajemy epicki „My Angel Is Gone” i znów power w „Only The Goud Die Young”, a całość wieńczy instrumentalny, znakomity „Ghost Of The Tzar”.
Po prostu rewelacja!
Zdaję sobie sprawę, jak ta płyta zostanie zjechana przez miłośników „brudnych i ostrych dźwięków”, ale mam to gdzieś. I Wam też tę płytę szczerze polecam.
Zabawa jest świetna. A to przede wszystkim powinno chodzić w muzyce (chociaż oczywiście, nie tylko).
10/10
Ray
IRON MASK
|