
1.Shadow In Our Blood 03:46
2.Dream Oblivion 03:48
3.The Fatalist 04:32
4.In My Absence 04:47
5.The Grandest Accusation 04:55
6.At The Point Of Ignition 03:52
7.Her Silent Language 03:33
8.Arkhangelsk 03:56
9Am The Void 04:00
10.Surface The Infinite 03:50
11.Iridium 06:43
SKŁAD:
Mikael Stanne (Wokal)
Niklas Sundin (Gitara)
Martin Henriksson (Gitara)
Daniel Antonsson (Bas)
Martin Brändström (Klawisze)
Anders Jivarp (Perkusja)
Królestwo, jakim jest melodic death metal, ma jednego króla - Dark Tranquility, i choć In Flames mogłoby to zmienić to nie chce, a Quo Vadis za długo pracuje nad nowym albumem, a Archons ledwo co wydało debiut – a zatem grupa pod wodzą niezłomnego Mikaela Stanne pozostaje prawowitym władcą jak i prawdopodobnie i następcą własnego tronu. Jak do tej pory (a istnieją już ponad 15 lat) nie splamili się ani jednym choćby słabym lub przeciętnym krążkiem, ciągle utrzymując jeden, można powiedzieć, że jak na taką muzykę niezwykle wysoki poziom, a ich płyty regularnie oscylują w rankingach między kategoriami dobre i bardzo dobrze. Tak też jest i tym razem, i choć ''We are the void'' to pozycja nieco inna, i delikatnie odstająca od choćby poprzedzającej nowe dzieło ''Fiction'', tak czy owak warta uwagi i bardzo w stylu DT.
Szczerze powiedziawszy począwszy od wydanego w 2002 roku ''Damage Done'' jaram się Dark Tranquility, a obcowanie z ich muzyką jest po prostu czystą przyjemnością. Świetne melodie, generalnie bardzo nowoczesne, a jednak nie rażące cyfrą brzmienie, brutalne wokale i specyficzny, i ich własny – mrok, decydują o wyjątkowości Dark Tranquility, a nawet o ich dominacji na ''scenie''. Startując od ''Shadow in our blood'', szybkiego neckbreakera, który pewnie mógłby znaleźć się na ''Character'' czy nawet wspominanym już wyżej ''Damage Done'' morda cieszy mi się nieubłaganie. Mimo że te riffy, te klawiszowe pasaże, i te wokale nie są niczym nowym, Dark Tranquility już na starcie udowadnia, że w ich wypadku nazwa oznacza jakość. ''Shadow in our blood'' ma też kilka ciekawych rozwiązań dla gitar rytmicznych, może nawet nieco thrashowych – krótko fajny numer. Dalej jest w zasadzie już tylko lepiej, ''Dream oblivion'' masakruje pracą sekcji rytmicznej (co za groove) a ''The Fatalist'' (potencjalny hit), przejmuje klimatem i dziwnym niepokojem (brawa dla klawiszowca) – coś na kształt najlepszej piosenki na ''Character'', czyli ''Lost to apathy''. Kontynuując prosty i nudny wywód – mamy tutaj Dark Tranquility w najlepszej formie, co udowadnia również w EPICKIM i POTĘŻNYM, a zarazem najbardziej odstającym od reszty (klawisze na pierwszym planie z wokalem) ''Archangelsk'', monumentalnym wręcz jak na Szwedów hymnie.
Nie ma co się rozwodzić nad poszczególnymi numerami, ponieważ żeby rzeczowo przyczepić się do Dark Tranquility musiałbym ten krążek przesłuchać z miliard razy, i pewnie co najwyżej zarzuciłbym im brak impetu, i większej ilości typowo koncertowych killerów. Jedyną wadą, której tym razem nie ustrzegli się ci panowie, jest zmiana brzmienia, i zbytnie wysunięcie wokali jak i klawiszy do przodu w miksie. Ja wiem, że zarówno Michaś jak i Martin Brändström są niezwykle ważnymi członkami zespołu, niemalże najcharakterystyczniejszymi, podobnie jak jest w Evergrey, ale bez przesady, miejscami jest chyba nawet zbyt mroczno-epicko. Smutek zawsze był obecny w ich twórczości, i choć słodkie melodyjki (w ich wykonaniu ''We are the void'', to dobra lekcja dla wszystkich metalcore'owców) spod ich znaku wcale nie wywołują ekscytacji, a wręcz przeciwnie – uzupełniają dramatycznie growlowane wokale Mikaela jak i wszystkie inne cyfrowe mniej lub bardziej efekty. Szkoda, że nie mieli jeszcze okazji poniszczyć moich narządów słuchu na żywo, ale na co liczę, wkrótce pewnie się to zmieni.
Póki co standardowo polecam wszystkim udać się do sklepu pod koniec lutego i zakupić sobie ''We are the void'', wszystko co sygnowane ich logo warte jest wydanych pieniędzy, a jeżeli jesteś zatwardziałym bufonem i true metalowcem, omijaj ich dokonania z daleka, bo to ''za modne'', za ''nowoczesne'', i za ''melodyjne'' jak dla Ciebie, a ostatecznie nawet ballada, dobijająca w swej ostatniej części ''Iridium'' sprawi Ci przykrość.
8/10
Chain
www.myspace.com/dtofficial
|