
1.Moja wina
2.Serce dzwonu
3.Wędrowiec
SKŁAD:
Łukasz Łoskot (Wokal)
Sebastian Idzik (Perkusja)
Tomasz Zowiślok (Bas)
Marcin Kędzierski (Gitara)
Remigiusz Idzik (Syntezator)
A o tym zespole to przyznaję pierwsze słyszę. Zanim posłuchałem muzyki, poczytałem tu i ówdzie o zespole. Prowokacyjne teksty, wokalista lubi na scenie paradować w sutannie albo pomachać gumowym penisem. Nono, może być wesoło, pomyślałem. Bałem się tylko, czy ten cały performance nie jest po to, by zagłuszyć/zasłonić nijakość muzyki zespołu. Na szczęście nic z tego.
"Serce dzwonu" to zaledwie trzyutworowy singiel, jednak te niecałe 12 minut wystarczy, by się przekonać, że mamy do czynienia z naprawdę interesującą grupą. Zastanawiało mnie, czemu w ich nazwie jest Absynth zamiast prawidłowo Absinth (względnie Absinthe). Po przesłuchaniu materiału sprawa stała się jaśniejsza. Jeśli dobrze to sobie interpretuję, to z jednej strony mamy nawiązanie do trunku artystów przeklętych, a z drugiej do syntetyczności muzyki. Tak, Absynth nie stroni od elektroniki, sowicie okraszając nią każdy utwór. Sami określają swoją muzykę "new metal". Na pewno może to być mylące, jeśli ktoś spodziewa się grania a la Slipknot, z drugiej strony, na pewno nie mamy do czynienia z oldschoolowym graniem. Absynth ma zdecydowanie nowoczesne podejście do grania. Ja tu słyszę trochę Roba Zombie, Marilyna Mansona, a także tego, co robił Sweet Noise na "Czasie ludzi cienia" (patrz choćby utwór "Moja wina").
Na uwagę zasługuje na pewno wokal Łukasza. Dysponuje świetną barwą, a śpiewane przez niego refreny za cholerę nie chcą mi wyjść z głowy i nucę ję w drodze do pracy. A reszta zespołu też sroce spod ogona nie wypadła. W tych trzech utworach każdy pokazał na co go stać. Do tego dochodzi naprawdę dobra produkcja autorstwa Krzysztofa Misiaka.
Chwilę o tekstach. O ile prowokacja pierwszego kawałka do mnie nie przemawia, to dalej jest już naprawdę nieźle. Poczytałem też teksty utworów, których nie ma na singlu i przyznam, że z Łukasza niezły tekściarz. Jego liryki czasem zalatują Kostrzewskim, dlatego w sumie niedziwne, że w tytułowym "Sercu dzwonu" gościnnie pojawił się lider Kata. I w tym elektronicznym piekle serwowanym przez Absynth świetnie się odnalazł, dodając co nieco od siebie do niepokojącej atmosfery utworu.
Powiem szczerze, że pierwszy odsłuch tego materiału nie był zbyt obiecujący, ale teraz ciężko mi się od niego oderwać. Mam nadzieję, że w tym roku ujrzy światło dzienne ich debiutancki album, bo te trzy utwory zrobiły mi smaka na więcej. Ortodoksów ta elektronika pewnie odstraszy, resztę zapraszam na parę łyków absyntu. Myślę, że będzie smakować.
Maciek Rojewski
http://www.absynth.pl/
http://www.myspace.com/absynthpl
|