
1.Cry
2.Flood of Memories
3.Suffer from autorithy
4.Shines in the dark
SKŁAD:
Jacek Hętkowski (Wokal)
Grzegorz Duda (Perkusja)
Maciej Niemiec (Gitara)
Michał Niemiec (Bas)
Dust'n'brush (chryste panie, co za nazwa) to kolejna ślunsko formacja o której warto skrobnąć choćby parę słów. Oczywiście parają się piękną i wyeksploatowaną do bólu muzyką, jaką jest metalcore/melodic death metal, ale do wielu to jeszcze nie dotarło, że w tym nurcie można już sobie z leksza odpuścić i grać wyłącznie dla frajdy niż dla ''sukcesu''. Dust'n'brush można by porównać do wszystkich możliwych rosyjskich kapel metalcore z Kambodge i Rashamba na czele, gdyż w ich dźwiękach więcej klimatu, przestrzeni, niźli typowej młócki charakterystycznej dla zachodu. Oczywiście, i tego elementu nie brakuje, o czym można się przekonać w drugim na płytce, szybkim i pełnym blastów ''Flood of memories''.
Jak jednak wspomniałem wyżej, Rosja (przynajmniej według mnie) nie jest im obca, a zatem mamy tutaj cały pejzaż nastrojów, od spokojniejszych fragmentów idących w parze z czystym wokalem, który wypadł chyba najsłabiej ze wszystkich możliwych wokaliz, którymi posługuje się Jacek, po brutalne, nowoczesne i kojarzące się z Kanadyjczykami z Despised Icon momenty. Preferuję jednak fragmenty, gdy ów typ growluje, co wychodzi mu zdecydowanie najlepiej, i wywołuje uśmiech na mej młodzieńczej gębie. Nie ukrywam jednak, iż jestem mimo wszystko pełen podziwu, gdyż Jacek posiada bardzo szeroki wachlarz jeżeli chodzi o barwy, i mam nadzieję, że następnym razem, gdy już solidniej popracuje nad wokalami (zwłaszcza śpiewanymi), będę wznosił peany na jego cześć.
Na osobną pochwałę zasługuje jednak motor napędowy zespołu - mój imiennik Grześ, który sieje istne spustoszenie za garami. Świetna, pełna przejść i zmian tempa gra perkusisty Dust'n'brush to miód dla moich uszu. Powiem więcej, chciałbym tak płynnie grać jak On. Szczególnie fajnie i z zajebistą finezją łoi w ''Cry'', klasycznym, i oklepanym do bólu numerze, przy którym mimo wszystko bania rusza się sama. ''Cry'' to również najbardziej ''wschodni'' numer na całej płytce, i zresztą mój ulubiony, świetnie zaaranżowany, doskonale wyważony pod względem ciężaru jak i melodii. Wielkie brawa dla Maćka, który obsługuje wiosło. Nie wiem, czy ten materiał pisał sam, ale jak na demo jest tutaj i czego słuchać, a przede wszystkim – co zapamiętać. Wadami jednak są po pierwsze: daremne brzmienie, pozbawione należytego kopa, cyfrowego kopa, oraz tragiczny wręcz mix (gdzie jest bas?!). Analogowe, i oldskulowe podejście do sprawy średnio sprawdza się w przypadku takiej muzyki, i sugeruję następnym razem wybrać się do jakiegoś w miarę sensownego studia – najlepiej do No Fear Records, gdzie za mały pieniądz uzyskać można naprawdę dobre brzmienie, niezależnie od ''zachcianek''. A na koniec – zadbajcie o jakąkolwiek oprawę graficzną: zarówno waszych nagrań, jak i profilu myspace, czy innych tak zajebiście potrzebnych teraz profili na portalach społecznościowych. PR w Dust'n'brush ustępuje muzyce, i choć to muzyka powinna być na pierwszym miejscu, bez tego drugiego nigdzie panowie nie zajdziecie.
Jest fajnie, mocno, do przodu i przyszłościowo. Śmiało można im kibicować.
7,1/10
Chain
www.myspace.com/dustnbrush
|